„Młodość nie jest okresem życia,
jest natomiast stanem ducha.
Nikt nie starzeje się po prostu
przez przeżycie iluś tam lat.
Ludzie starzeją się tylko
przez porzucanie swych ideałów.
Lata marszczą skórę
lecz utrata entuzjazmu marszczy duszę.
Udręka, zwątpienie, nieufność, lęk i rozpacz
są długimi długimi latami, które zginają kark
i rzucają na kolana w pył drogi.
Lecz w każdej istocie ludzkiej,
czy lat ma siedemdziesiąt, czy szesnaście,
tkwi zdolność do zdumienia i zachwytu
nad biegiem gwiazd i życiem mrówki,
nieustraszone wyzwanie rzucone losowi,
niewyczerpane dziecięce pragnienie
zabawy, życia i radości.
Jesteś tak młody jak twoja wiara;
tak stary jak twoje zwątpienie;
tak młody jak twe zaufanie do samego siebie;
tak stary jak twój lęk;
tak młody jak twoja nadzieja;
tak stary jak twa rozpacz”.
JERZY MELLIBRUDA „POSZUKIWANIE SIEBIE”
środa, 13 listopada 2013
poniedziałek, 21 października 2013
MAGICZNE KONTO
"Wyobraź sobie, że zdobyłaś nagrodę w konkursie:
Każdego ranka na Twoim koncie pojawi się 86 400 zł.
Nagroda ta ma jednak określone zasady,...
tak jak w każdej grze.
Pierwsza zasada jest taka,
że wszystko to, czego nie wydasz w ciągu dnia,
będzie Ci zabrane,
nie możesz także przelać pieniędzy na inne konto.
Druga zasada jest taka,
że bank może zakończyć grę bez ostrzeżenia,
w każdej chwili może powiedzieć:
to koniec i zamknąć konto bez oferowania nowego.
Co byś zrobiła?
Zakładam, że kupiłabyś wszystko, czego pragniesz,
nie tylko sobie, ale także bliskim Ci osobom,
starałabyś się wydać kwotę do ostatniego grosza.
Ta gra jest prawdziwa
i każdy z nas ma takie „magiczne konto”,
tyle tylko, że nie pamiętamy o nim.
Tym magicznym kontem jest czas.
Codziennie rano budząc się, dostajemy 86 400 sekund
do przeżycia,
i zasypiając, tracimy je bezpowrotnie.
To, czego nie przeżyłyśmy, po prostu znika...
„Wczoraj” jest nie do odrobienia...
Każdego ranka od nowa dostajemy 86 400 sekund,
ale także każdego dnia
bank bez ostrzeżenia może przestać nam ten czas dawać.
Więc co zrobisz z danym Ci czasem?
Ile jest dla Ciebie wart? I jak go wykorzystasz?"
Babskie Fanaberie czyli w cholerę z tym wszystkim
Każdego ranka na Twoim koncie pojawi się 86 400 zł.
Nagroda ta ma jednak określone zasady,...
tak jak w każdej grze.
Pierwsza zasada jest taka,
że wszystko to, czego nie wydasz w ciągu dnia,
będzie Ci zabrane,
nie możesz także przelać pieniędzy na inne konto.
Druga zasada jest taka,
że bank może zakończyć grę bez ostrzeżenia,
w każdej chwili może powiedzieć:
to koniec i zamknąć konto bez oferowania nowego.
Co byś zrobiła?
Zakładam, że kupiłabyś wszystko, czego pragniesz,
nie tylko sobie, ale także bliskim Ci osobom,
starałabyś się wydać kwotę do ostatniego grosza.
Ta gra jest prawdziwa
i każdy z nas ma takie „magiczne konto”,
tyle tylko, że nie pamiętamy o nim.
Tym magicznym kontem jest czas.
Codziennie rano budząc się, dostajemy 86 400 sekund
do przeżycia,
i zasypiając, tracimy je bezpowrotnie.
To, czego nie przeżyłyśmy, po prostu znika...
„Wczoraj” jest nie do odrobienia...
Każdego ranka od nowa dostajemy 86 400 sekund,
ale także każdego dnia
bank bez ostrzeżenia może przestać nam ten czas dawać.
Więc co zrobisz z danym Ci czasem?
Ile jest dla Ciebie wart? I jak go wykorzystasz?"
Babskie Fanaberie czyli w cholerę z tym wszystkim
środa, 16 października 2013
Na czym polega bliskość ?
Zainspirowałam się....
Ludziom wydaje się, że bliskość to cielesność, uprawianie miłość, bycie w sobie, czucie siebie całym sobą, oddawanie i branie. Ale czy nie jest tak, że największa bliskość jest wtedy, kiedy jesteśmy ze sobą blisko umysłami ? Kiedy będąc daleko od siebie czujemy swoją obecność w myślach, martwimy się problemami, które już nas nie dotyczą, sama pamięć robi taką bliskość. I ...chęć przytulania się, zatracenia w ramionach, które dają ogromne poczucie bezpieczeństwa.
Mówią, że prawdziwa miłość wszystko przetrwa. Jest poddawana przeróżnym próbą, podobno te próby mają ją wzmocnić, mają sprawić że stanie się niezniszczalna, potężna, piękna.
Niedawno przeżyłam powrót do przeszłości z nową przyszłością.
Tragiczna w skutkach podróż. Kolejny raz czytana ta sama opowieść, kolejne wyciągnięte wnioski. Ale chyba pierwszy raz tak intensywne. Podróżując w miejsca w których przeżyło się cudowne chwile, w których czas nie istniał a niebo było bliżej- przeżywamy bardziej i właśnie wtedy dotarło do mnie na czym polega bliskość. Bliskość to nie jest tylko uprawianie miłości, lecz jest to ta niewidzialna nić łącząca dwoje ludzi w nieprawdopodobny sposób. Sprawiający, że nie ważne ile tysięcy kilometrów by ich dzieliło, nie ważne że mają już inne życie inne problemy, że mają tysiące innych spraw. Że życie które prowadzili wtedy w tym niebie już dawno się skończyło, umarło. Ale ta bliskość jest poza tym wszystkim co jest teraz, ona została stworzona na samym początku pobytu w niebie i trwa bez względu na wszystko, zawsze będzie trwać.
Niedawno przeżyłam powrót do przeszłości z nową przyszłością.
Tragiczna w skutkach podróż. Kolejny raz czytana ta sama opowieść, kolejne wyciągnięte wnioski. Ale chyba pierwszy raz tak intensywne. Podróżując w miejsca w których przeżyło się cudowne chwile, w których czas nie istniał a niebo było bliżej- przeżywamy bardziej i właśnie wtedy dotarło do mnie na czym polega bliskość. Bliskość to nie jest tylko uprawianie miłości, lecz jest to ta niewidzialna nić łącząca dwoje ludzi w nieprawdopodobny sposób. Sprawiający, że nie ważne ile tysięcy kilometrów by ich dzieliło, nie ważne że mają już inne życie inne problemy, że mają tysiące innych spraw. Że życie które prowadzili wtedy w tym niebie już dawno się skończyło, umarło. Ale ta bliskość jest poza tym wszystkim co jest teraz, ona została stworzona na samym początku pobytu w niebie i trwa bez względu na wszystko, zawsze będzie trwać.
I podróżując do nieba, zabieramy ze sobą tę osobę. Siadamy z nią na ławce drewnianego pomostu nad morzem, patrzymy jak się uśmiecha, jak mówi do nas 'usiądź tu ze mną'. Widzimy jak niezdarnie próbuje chwycić nas za rękę, jak na pożegnanie przytula. Jak w tańcu obejmuje, nieśmiało ale zdecydowanie. Patrzymy jak dobrze nam się rozmawia, jak planuje wspólne wyjazdy, jak śmieją jej się oczy kiedy szczerze się uśmiecha. Widzimy jak patrzy na nas niby przez przypadek, ale tak naprawdę obserwuje każdy nasz krok. Jak uczy się nas na pamięć, od początku do końca. Jak całuje w czubki palców dłoni i w czoło. Jak nie może się odkleić przy pożegnaniu. Dlaczego najtrudniejsze są te pożegnania na kilka godzin ? Wtedy tęskni się jeszcze bardziej, tak jakby się wiedziało, że kiedyś trzeba będzie pożegnać się na zawsze i żegna się jak najdłużej, zachłannie całuje się usta, mocno przytula. I siedzi się na tej ławce z osobą tak bardzo Ci bliską, słyszy się już jej głos, czuje jej ciepło. Czuje dotyk na swojej dłoni.
Na samym końcu tej wyprawy do nieba słyszy się tylko ' hej, nie bądź smutna. Nie jesteś ze mną realnie, ale przecież mnie czujesz, przecież mieszkam w Twoich myślach, przecież ciągle jestem..
A potem szybko wracamy do rzeczywistości. Przestajemy wspominać.
Ach, gdyby można było....nauczyć się kogoś na pamięć by w chwilach, które musimy spędzać osobno, zdala od siebie, sięgnąć pamięcią tam, gdzie jest schowana bliska nam osoba i w myślach Kochać ją tak samo jakby była wtulona we mnie, moje plecy czy choćby we śnie, gdy śpimy obok siebie.....:)
Na samym końcu tej wyprawy do nieba słyszy się tylko ' hej, nie bądź smutna. Nie jesteś ze mną realnie, ale przecież mnie czujesz, przecież mieszkam w Twoich myślach, przecież ciągle jestem..
A potem szybko wracamy do rzeczywistości. Przestajemy wspominać.
Ach, gdyby można było....nauczyć się kogoś na pamięć by w chwilach, które musimy spędzać osobno, zdala od siebie, sięgnąć pamięcią tam, gdzie jest schowana bliska nam osoba i w myślach Kochać ją tak samo jakby była wtulona we mnie, moje plecy czy choćby we śnie, gdy śpimy obok siebie.....:)
To, co najważniejsze....wiedzieć jak żyć...by żyć szczęśliwie
Głęboko wierzę, że to my i tylko my, a nie żadne zewnętrzne ograniczenia, decydujemy, jak nasze życie wygląda i kim się stajemy.
Pomaga nam w tym nasza postawa życiowa powiązana z zestawem odpowiednich nawyków i przekonań. Sama bardzo mocno w to wierzę , że życie jest pełne możliwości. Te możliwości są w nas, są w naszym otoczeniu, w ludziach, których spotykamy, w szansach i okazjach, które zsyła nam los. Mamy nieograniczony wybór i pełną moc kreowania własnego życia. Każdy z nas ma możliwość realizacji swoich nawet najbardziej szalonych marzeń i prowadzenia takiego stylu życia, jakiego dla siebie najbardziej chce. Do tego niezbędny jest tylko określony sposób myślenia, działania i nasza postawa.
Pomaga nam w tym nasza postawa życiowa powiązana z zestawem odpowiednich nawyków i przekonań. Sama bardzo mocno w to wierzę , że życie jest pełne możliwości. Te możliwości są w nas, są w naszym otoczeniu, w ludziach, których spotykamy, w szansach i okazjach, które zsyła nam los. Mamy nieograniczony wybór i pełną moc kreowania własnego życia. Każdy z nas ma możliwość realizacji swoich nawet najbardziej szalonych marzeń i prowadzenia takiego stylu życia, jakiego dla siebie najbardziej chce. Do tego niezbędny jest tylko określony sposób myślenia, działania i nasza postawa.
Agnieszka Osiecka Pisała w „Dziennikach": Myślę, czuję, snuję plany i projekty, mam ciągle nowe nadzieje na dalszą przyszłość. Chcę prowadzić barwne, ciekawe życie, chcę przeżyć przez jedno życie tyle, ile przeżyło 100 innych ciekawych ludzi, nie chcę absorbować sobą świata, choć nie mam nic przeciwko odrobinie sławy, chcę, żeby mnie świat absorbował.
Chcę podróżować, patrzeć i widzieć, poznawać myśli i uczucia ludzkie i ich historie, poznawać nowych ludzi, nowe kraje, przyrodę, społeczeństwa, nauki, rodzaje fanatyzmów i rozgoryczeń, kochać, nienawidzić, tworzyć, cieszyć się, złościć, dążyć do celów i prawd, żyć!”
To bardzo ważne, by wciąż chcieć, nie zatracić tego chciejstwa….
Andrzej Masłowski pisze zaś „Ja już nie muszę ja nic nie chcę, nic tak naprawdę mi nie trzeba. Ja z Tobą mogę lecz pamiętaj -nie proś mnie o nic, nie nalegaj. Może pójdziemy... może ...do mnie... może do Ciebie... obojętne... może na kawę... albo może... może przez chwilę będzie pięknie? Tylko nic sobie nie obiecuj. Nie onieśmiela mnie Twoja bliskość, nie robię planów, nawet małych. Jutro to zbyt daleka przyszłość. Może kochałam wiele razy? Raz może nawet do szaleństwa? W sercu została tylko pustka… na jeszcze większą nie ma miejsca. Mnie już nie biorą te westchnienia, te głupie wiosny i księżyce…. mam kiepskie nerwy, złe nastroje cóż, nie najlepiej znoszę życie Żyję zwyczajnie, higienicznie wreszcie donikąd się nie spieszę chcę resztę drogi przejść spokojnie, nie chcę zbyt szybko być na mecie. Tylko się nie łudź, że to poza, że się w iskierkę nagle zmienię, daj sobie spokój, zrozum wreszcie widzisz nie mnie lecz swe marzenie... Dobrze więc chodźmy, lecz pamiętaj gdy świt złudzenia Ci zabierze odejdź i nie mów ani słowa, bo jeszcze w końcu Ci uwierzę... „
Ja niczego nie muszę…ja ewentualnie mogę…to frazes, który wciąż powtarzam w ramach buntu wewnętrznego….ale znowu przywołuję słowa Agnieszki Osieckiej:
"Przyjaciele moi i przyjaciółki! Nie odkładajcie na później ani piosenek, ani egzaminów, ani dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości. Nie mówcie jej: „przyjdź jutro, przyjdź pojutrze, dziś nie mam dla ciebie czasu”. Bo może się zdarzyć, że otworzysz drzwi, a tam stoi zziębnięta staruszka i mówi: „Przepraszam, musiałam pomylić adres…” I pstryk, iskierka gaśnie."
Tuwim pisał "panuje u ludzi odkładanie siebie na później", ale wydaje mi się, że akurat miłości to nie dotyczy, często przychodzi nieproszona, a jeśli jesteś w stanie ją "odłożyć" to znaczy, że to nie to, może za wcześnie albo za późno, w każdym razie zdecydowanie uważam, że "miłość nie wybiera, czy jej chcemy nie pyta nas wcale ..."
Może i z latami tracimy to „chciejstwo”. Ulatuje gdzieś porywczość, odwaga, szaleństwo. Wraz z nimi odchodzi młodość, umiejętność przeżywania każdej minuty w pełni, do końca. Znika, wycieka z nas jak woda przez szpary w wiadrze. Szczeliny tym większe, im jesteś starszy. Zaczyna się, gdy wykupisz pierwsza polisę na życie. Albo obciążysz sobie hipotekę. Lub słyszysz, ze ostatnie badania kontrolne nie wyszły najlepiej. Ciepła kąpiel? To konieczność już tylko, a nie przyjemność. Bezpieczeństwo bierze górę nad spontanicznością, wygoda staje się ważniejsza od głodu nowości….i w taki to sposób tracimy radość życia….
niedziela, 15 września 2013
Lekacja Wolności
"W pewnym sklepie zoologicznym stały obok siebie trzy klatki. W jednej siedział kanarek i całymi dniami wyśpiewywał dźwięczne piosenki o wolnej przestrzeni i beztroskim lataniu. Co prawda, kanarek nie wiedział, co to jest latanie i nigdy nie był w wolnej przestrzeni, ale po prostu nie znał innych piosenek.
W drugiej klatce siedział stary szczur, który trafił tu z niewiadomych pow...odów. Szczur nie umiał śpiewać, ale doskonale wiedział, co to jest wolność i co noc podgryzał róg klatki, mając nadzieję na wydostanie się z niej.
Między szczurem a kanarkiem mieszkała szynszyla. Spała sobie na trocinach, biegała w kołowrotku, żeby zachować figurę, gryzła pestki, z powodu których jej figura nieustannie się psuła – jednym słowem, prowadziła zwykłe szynszylowe życie, ponieważ nie umiała robić nic innego.
Pewnego razu, gdy kanarek odśpiewał pewną nader wzruszającą pieśń o utraconej wolności, szynszyla spytała go:
- A co to jest wolność?
- Ciężko to wytłumaczyć, - uchylił się od odpowiedzi kanarek. – Słowami się tego nie przekaże, to się czuje. Mogę o tym zaśpiewać.
Kanarek śpiewał i śpiewał. Jego pieśni rozpalały serca, ale nie dały szynszyli żadnego wyobrażenia o tym, co to jest wolność.
- Lepiej byś mnie spytała, - powiedział szczur. – Ja wiem co to jest wolność.
- Ojej! – ucieszyła się szynszyla. – Powiedz, co to jest?
- A to! – szczur przecisnął się przez wygryzioną dziurę w prętach klatki i znalazł się na zewnątrz. – Teraz jestem wolny, żadne kraty mnie nie trzymają. Mogę iść dokąd zechcę i robić, co mi się podoba.
- Ale to fajne! – ucieszyła się szynszyla.
- Owszem, - przytaknął szczur. – Należy, rzez jasna, pamiętać o pułapkach na myszy, które stoją zamaskowane, o trutce na szczury i o miotle sprzątaczki. Ale to są drobiazgi w porównaniu z wolnością! Mam tu karmę dla psów, konopie dla ptaków, dużo miękkich trocin…
- To znaczy, że wolność to sklep zoologiczny? – spytała zamyślona szynszyla.
- Ależ nie! – roześmiał się szczur. – Sklep to tylko jedno z pomieszczeń w wielkim domu. To też swego rodzaju kamienna klatka. Można z niej wyjść na teren budynku. Tam dopiero jest wypas! Kosze na śmieci, szafki z jedzeniem, przewody elektryczne. I masa miejsca na gniazdo. Co prawda, w domu też pełno jest pułapek na myszy, a w dodatku trzeba się chować za każdym razem, gdy przychodzi terier z piątego piętra.
- Tak więc wolność – to dom?
- Nie! Dom to tylko duże pudełko w całej dzielnicy. Na zewnątrz domu – tam to dopiero jest życie! Śmietniki, kanalizacja, żarcie czasem leży po prostu na chodniku… Co prawda, można tu się natknąć na kota albo wpaść pod samochód, albo ktoś może cię po prostu zdzielić kamieniem… Im więcej wolności, tym więcej komplikacji.
- A ulica?
- Jest częścią miasta. Miasto jest ogromne, a w nim tak wiele atrakcji.
- Ale też wiele zagrożeń?
- Oczywiście. W naturze wszystko się równoważy. Im większa jest klatka, tym więcej swobody, ale również ograniczeń. Jeśli chcesz, to też cię wypuszczę. Pójdziesz sobie i sama zobaczysz jaka jest wolność.
- Nie, dziękuję, - powiedziała szynszyla i na wszelki wypadek zabarykadowała drzwi klatki od swojej strony poidełkiem. – Mam wrażenie, że w zupełności mi wystarczy ten poziom wolności, który już mam".
W drugiej klatce siedział stary szczur, który trafił tu z niewiadomych pow...odów. Szczur nie umiał śpiewać, ale doskonale wiedział, co to jest wolność i co noc podgryzał róg klatki, mając nadzieję na wydostanie się z niej.
Między szczurem a kanarkiem mieszkała szynszyla. Spała sobie na trocinach, biegała w kołowrotku, żeby zachować figurę, gryzła pestki, z powodu których jej figura nieustannie się psuła – jednym słowem, prowadziła zwykłe szynszylowe życie, ponieważ nie umiała robić nic innego.
Pewnego razu, gdy kanarek odśpiewał pewną nader wzruszającą pieśń o utraconej wolności, szynszyla spytała go:
- A co to jest wolność?
- Ciężko to wytłumaczyć, - uchylił się od odpowiedzi kanarek. – Słowami się tego nie przekaże, to się czuje. Mogę o tym zaśpiewać.
Kanarek śpiewał i śpiewał. Jego pieśni rozpalały serca, ale nie dały szynszyli żadnego wyobrażenia o tym, co to jest wolność.
- Lepiej byś mnie spytała, - powiedział szczur. – Ja wiem co to jest wolność.
- Ojej! – ucieszyła się szynszyla. – Powiedz, co to jest?
- A to! – szczur przecisnął się przez wygryzioną dziurę w prętach klatki i znalazł się na zewnątrz. – Teraz jestem wolny, żadne kraty mnie nie trzymają. Mogę iść dokąd zechcę i robić, co mi się podoba.
- Ale to fajne! – ucieszyła się szynszyla.
- Owszem, - przytaknął szczur. – Należy, rzez jasna, pamiętać o pułapkach na myszy, które stoją zamaskowane, o trutce na szczury i o miotle sprzątaczki. Ale to są drobiazgi w porównaniu z wolnością! Mam tu karmę dla psów, konopie dla ptaków, dużo miękkich trocin…
- To znaczy, że wolność to sklep zoologiczny? – spytała zamyślona szynszyla.
- Ależ nie! – roześmiał się szczur. – Sklep to tylko jedno z pomieszczeń w wielkim domu. To też swego rodzaju kamienna klatka. Można z niej wyjść na teren budynku. Tam dopiero jest wypas! Kosze na śmieci, szafki z jedzeniem, przewody elektryczne. I masa miejsca na gniazdo. Co prawda, w domu też pełno jest pułapek na myszy, a w dodatku trzeba się chować za każdym razem, gdy przychodzi terier z piątego piętra.
- Tak więc wolność – to dom?
- Nie! Dom to tylko duże pudełko w całej dzielnicy. Na zewnątrz domu – tam to dopiero jest życie! Śmietniki, kanalizacja, żarcie czasem leży po prostu na chodniku… Co prawda, można tu się natknąć na kota albo wpaść pod samochód, albo ktoś może cię po prostu zdzielić kamieniem… Im więcej wolności, tym więcej komplikacji.
- A ulica?
- Jest częścią miasta. Miasto jest ogromne, a w nim tak wiele atrakcji.
- Ale też wiele zagrożeń?
- Oczywiście. W naturze wszystko się równoważy. Im większa jest klatka, tym więcej swobody, ale również ograniczeń. Jeśli chcesz, to też cię wypuszczę. Pójdziesz sobie i sama zobaczysz jaka jest wolność.
- Nie, dziękuję, - powiedziała szynszyla i na wszelki wypadek zabarykadowała drzwi klatki od swojej strony poidełkiem. – Mam wrażenie, że w zupełności mi wystarczy ten poziom wolności, który już mam".
Piotr Bormor. Tłumaczenie I.Z.
No właśnie... I większość ze strachu przed tymi wszystkimi komplikacjami (odrzucenie przez społeczeństwo, szykany, zły wzrok sąsiadów, obawa przed językami rodziny i całkiem obcych ludzi itp., itd.) żyją sobie w swojej klateczce i robią to co należy: ślub, rodzina, praca, co tydzień w niedzielę do kościółka, raz do roku urlop w Chorwacji... :P Szynszyle... Żyjemy w świecie szynszyli.
Z drugiej strony można powiedzieć- przynajmniej podjęła świadomą decyzję, czego pragnie. Każdy ma prawo do decyzji - dowolnej. Ważne aby była to decyzja własna, a nie narzucone życie. Bo wszyscy żyjemy w jakiejś klatce, barykadujemy jakieś drzwi. Pytanie jak się z tym czujemy :)
Jednak czy można podjąć świadomą decyzję, jeżeli się czegoś nie zna? Świadoma decyzja przychodzi wraz z naszym własnym doświadczeniem....doświadczeniem wolności....
wtorek, 10 września 2013
SEASIDE SUNSET
Każdego wieczora nasze oczy mówią nam, że słońce zachodzi. Tymczasem jesteśmy świadomi, że tak
naprawdę to Ziemia nas od niego odwraca. Astronomia już od wieków udowadnia nam, że nasze zmysły niekoniecznie są wiarygodnymi przewodnikami po otaczającej nas rzeczywistości...
środa, 28 sierpnia 2013
Myśli poranne....
Lato w tym roku jest wyjątkowo piękne, ale powoli się kończy. …To już chyba ostatnie podrygi wakacyjnego słońca. Idzie jesień. 12 stopni na termometrze o 7 rano, bledsze słońce, chłodniejszy wiaterek. Idzie jesień jak nic. Każdy słoneczny dzień, jakby miał być ostatnim…staram się łapać każdy promień. Łapczywie zbieram ciepło szykując się do jesieni. Ostatni weekend był tak piękny, intensywnie słoneczny, ogrzewał zewnętrznie i grzeje wewnątrz…Poranna kawa. Zastygam w tej chwili mrużąc oczy, zastanawiając się nad tym co dziś, jak dziś... żyć?. Codzienne wybory, decyzje, myśli i uczucia. Codziennie rano robimy założenia na temat dnia, który się właśnie rozpoczął….a ja, jaką samospełniającą się przepowiednię zamierzam zrealizować dzisiaj? Wiem jedno….Nie będę rzucać słów na wiatr. Przecież pogoda bywa zmienna, zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że kierunek wiatru się zmieni i moje własne słowa tym razem zdmuchną mnie….
Zostaliśmy wyposażeni w tak niewielką liczbę sposobów i umiejętności do radzenia sobie z tym wszystkim, co w każdym z nas. Każdego dnia staramy się jak tylko możemy zapanować nad rozpaczą, smutkiem, zniechęceniem, osamotnieniem, zniecierpliwieniem, złością, lękiem, chciwością... by nasze życie było szczęśliwe. Rozpoznać jednak to szczęście, mieć odwagę, by je przyjąć, otworzyć się na nie i je zatrzymać- to mądrość serca. Bez tej mądrości serca pozostaje tylko logika, rozum- czyli bardzo niewiele.
Każdy dąży do tego szczęścia na swój sposób... Mój, to poszerzanie samoświadomości i relacje z ludźmi, dzięki tym dwóm źródłom jestem szczęśliwa, dzięki nim jest dobrze, pasjonująco. Dzięki samoświadomości tego, co czuję i tego, że w ogóle jestem zdolna odczuwać- jestem szczęśliwa….
Kolejny łyk kawy, słońce, czas wyjść do świata. A pod koniec dnia, liczyć się będzie tylko to, czy było się szczęśliwym...
Każdy dąży do tego szczęścia na swój sposób... Mój, to poszerzanie samoświadomości i relacje z ludźmi, dzięki tym dwóm źródłom jestem szczęśliwa, dzięki nim jest dobrze, pasjonująco. Dzięki samoświadomości tego, co czuję i tego, że w ogóle jestem zdolna odczuwać- jestem szczęśliwa….
Kolejny łyk kawy, słońce, czas wyjść do świata. A pod koniec dnia, liczyć się będzie tylko to, czy było się szczęśliwym...
środa, 21 sierpnia 2013
Moje niebo...
" Gdy wschodzi Słońce, przyroda wita je ciszą i uważnością… Ptaki budzą się przed wschodem, ale kiedy pojawia się Słońce – zamierają… Ziemia, zwierzęta, owady, drzewa – wszystko się uspokaja i milknie na kilka minut. Tylko ludzie wciąż hałasują, tylko oni niczego nie rozumieją… Przyroda milczy, a ludzie łażą, gadają, krzyczą, produkują hałas, jak gdyby to wydarzenie nie miało żadnego znaczenia."
Uwielbiam takie poranki, świat jest piękny. To jedynie kwestia wyboru, na co kierujemy nasz wzrok. Nie widzimy jednak rzeczy takimi, jakimi są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy.


Uwielbiam takie poranki, świat jest piękny. To jedynie kwestia wyboru, na co kierujemy nasz wzrok. Nie widzimy jednak rzeczy takimi, jakimi są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy.
wtorek, 30 lipca 2013
poniedziałek, 29 lipca 2013
Chorwacja
Wakacje….Lubię ten stan bycia Tu i Teraz, bez pośpiechu, bez muszę. Wystarczy rodzina, grupa przyjaciół... znakomicie funkcjonujący organizm. Patchwork osobowości, historii,"dziwactw". Republika rządząca się własnymi prawami! Więc zbieramy 11- sto osobową grupę i wyruszamy…..
Chorwacja... Kiedy w ubiegłym roku po raz pierwszy kierowałaliśmy się w stronę Adriatyku, Chorwacja wydawała się czymś bardzo odległym. Nie tylko geograficznie, ale także kulturowo. Czymś nieznanym, z czym trzeba było się zmierzyć. Odtąd już wiedziałam….ten kierunek podróży jest tak pociągający, że zamierzam w tym roku odkryć go na nowo. Jest coś w powietrzu, co sprawia, że powracam po więcej tego czegoś. Wszystko o czym marzy człowiek jest tutaj na wyciągnięcie ręki. Kraj ten jest odpowiednim miejscem na ucieczkę od codzienności. Niepowtarzalny klimat, atmosfera, lasy, góry, kamienie i morze. Najpiękniejsze, co daje przyroda i najlepsze, co może stworzyć i dać człowiek. Każdy z regionów Chorwacji ma swój wyjątkowy charakter. Z jednej strony wybrzeże Adriatyku z tysiącem wysepek, niezapomnianymi urzekającymi widokami oraz energią aromatycznych roślin, morza i słońca, z drugiej zaś strony zielone wzgórza i świeże powietrze Chorwacji kontynentalnej. W tym roku wybieramy Riwierę Makarską. Samo oddychanie w tych regionach zapachem morza, aromatycznych roślin i zielonych lasów wzmacnia wewnętrznie, zaś spacery (zazwyczaj pod górę) dodają sporo energii, pogody ducha i „niesamowitej magii”. Wybrzeże Chorwacji jest ogrodem śródziemnomorskiego piękna, które otoczone jest łańcuchem ponad tysiąca wysp i wysepek, a te zaś pachną aromatem lawendy, szałwi, wiśniowej rakii i solą Adriatyku. Czy można wyobrazić sobie lepsze miejsce na spędzenie wakacji? Poza ciepłym słońcem, krystalicznym morzem, bezkresnymi plażami i niesamowitą atmosferą, którą tworzą mieszkający tam ludzie - Chorwacja ma o wiele więcej do zaoferowania... Dla osoby takiej jak ja, która kolekcjonuje momenty, nie rzeczy to istny raj na ziemi.
Chociaż mnie już tam nie ma, to strumień przecież jest. I łaskocze uszy piosenką o tym, że gdzieś w końcu dopłynie. I to jest kwintesencja podróżowania. Zabierać ze sobą inne światy, tulić je i pielęgnować pod powiekami. Wyjmować jak skarby w gorsze dni. Dziś jest zwykły - drogocenny - jedyny w swoim rodzaju dzień. Chociaż już bez strumienia, bez gór, bez morza czy cudownego, południowego słońca.....
środa, 3 lipca 2013
Iluzje ....
Nie można stracić tego, czego nie ma.
Nie można zburzyć tego, co nie zostało zbudowane.
Można jedynie rozwiać iluzję tego,
co wydawało się realne....
Cuda wcale nie muszą być wielkimi wydarzeniami i mogą zdarzyć się w najbardziej nieoczekiwanych miejscach.
Czasem cuda są tak malutkie, że ludzie po prostu ich nie zauważają.
Bywają też cuda nieśmiałe. Ocierają się o twój rękaw, siadają na twoich rzęsach. Czekają, aż je zauważysz, a potem znikają...
wtorek, 18 czerwca 2013
TYLE OBAW....
....A PRZECIEŻ NIE WARTO SPĘDZIĆ ŻYCIA NA MARTWIENIU SIĘ O RZECZY, KTÓRE BYĆ MOŻE NIGDY SIĘ NIE WYDARZĄ....
"Boimy się kochać, ale chcemy być kochani.
Boimy się odpowiedzi wprost, ale lubimy zadawać pytania.
Boimy się szczerości, ale zawsze żądamy jej w stosunku do siebie.
Boimy się zrobić pierwszy krok, ale czekamy, by ktoś zrobił go w naszą s...tronę.
Boimy się otwartości, ale nie mamy zahamowań, by zranić bliźniego.
Boimy się zaufać, ale obrażamy się, gdy ktoś nam nie wierzy.
Boimy się być niepotrzebni, ale lekceważymy ukochane osoby.
Boimy się podejmować decyzje, ale zrzucamy wszystko na los.
Boimy się odpowiedzialności i oskarżamy innych o swoje niepowodzenia.
Boimy się opinii tłumu, ale sami łatwo oceniamy innych.
Mówimy „nie kochasz mnie”, aby ktoś zapewnił nas, że to nieprawda.
Mówimy „zimno mi”, kiedy chcemy, by ktoś nas przytulił.
Mówimy „ja ciebie też” w odpowiedzi na słowa o miłości, jakbyśmy odpowiadali na czyjeś uczucie i nie brali odpowiedzialności za swoje własne.
Mówimy „wszystko mi jedno”, podczas gdy coś nas dotyka i rani.
Mówimy „zostańmy przyjaciółmi”, ale nie mamy zamiaru się przyjaźnić.
Mówimy „mamo, tato, nie wtrącajcie się w moje życie!”, ale zrzucamy na nich swoje problemy.
Mówimy „niczego już od ciebie nie potrzebuję”, gdy chcemy dostać to, na czym nam zależy.
Mówimy „kiedyś nie byłeś taki”, podczas gdy sami też byliśmy inni.
Mówimy „nie chcę żyć”, gdy chcemy, aby ktoś nas pocieszył.
Mówimy „dam sobie radę”, gdy potrzebujemy pomocy.
Mówimy „to nie jest najważniejsze”, gdy chcemy przekonać siebie do pogodzenia się.
Mówimy „jest mi dobrze bez ciebie”, podczas gdy na siłę szukamy kogoś, kto wypełni nasze życie.
Mówimy „ufam ci”, gdy jesteśmy targani brakiem zaufania.
Mówimy „robisz to specjalnie!”, podczas gdy sami robimy to samo.
Mówimy „już o tobie zapomniałem”, podczas gdy stale myślimy o tym człowieku.
Mówimy „to koniec”, kiedy chcemy, by to trwało, ale na naszych warunkach.
Mówimy „nie odebrałem telefonu, bo byłem zajęty”, podczas gdy po prostu baliśmy się rozmawiać.
Mówimy „zawsze”, „nigdy”, nie mając świadomości, co to oznacza, gdy chcemy nadać przekonującą siłę swoim słowom i nie jesteśmy w stanie dowieść tego czynami.
Tak wiele mówimy różnych wyrazów, ale kiedy potrzebne jest otwarte spojrzenie i zaledwie kilka ważnych słów – zaciskamy usta, połykamy słowa i milkniemy. Potem znów mówimy wszystkie te kosmiczne bzdury. Dopiero później, „w myślach” , układamy błyskotliwy monolog we własnej głowie ze wszystkimi istotnymi słowami, poglądami, jak w filmie, a następnie odpowiadamy sami sobie właściwymi zdaniami i właściwymi odpowiedziami… Nienaganny teatr jednego samotnego aktora.
Kpimy ze śmierci, ale boimy się latać samolotami.
Chcemy, by zostawiono nas w spokoju, ale stale sprawdzamy nieodebrane telefony i smsy.
Twierdzimy, że życie jest piękne, ale sami niszczymy je w sobie i wokół siebie.
Nie pijemy wody z kranu, bo to szkodzi, ale alkohol, papierosy i fastfoody wchłaniamy bez problemu.
Nie cierpimy chamstwa, ale sami łatwo wpadamy w złość i niezadowolenie w stosunku do świata i innych.
Mówimy o radości, ale własny uśmiech trzymamy pod kluczem.
Denerwują nas cudze wady, ale własne nazywamy „oryginalnością”.
Nie przywiązujemy wagi do opinii publicznej, ale stale pytamy „co ludzie powiedzą?”, „co pomyślą inni?”
Denerwuje nas cudze bogactwo, ale nie mamy nic przeciwko temu, by je dostać.
Zamykamy drzwi na trzy spusty, ale czekamy na cud.
Wiemy, jak zmienić świat, ale nie chcemy zmieniać siebie.
Denerwują nas cudze zalety, ponieważ czujemy się z nimi nieswojo.
Potrzebujemy stabilizacji, ale sami potrafimy niebezpiecznie rozbujać łódź przy najmniejszym podmuchu wiatru.
Jesteśmy uprzejmi wobec obcych, ale obcesowi wobec bliskich.
Widzimy w innych własne odbicie i to nas drażni.
Pragniemy zrozumienia, ale nigdy nie myślimy o motywach innych ludzi.
Obrażamy się, gdy ktoś sprawia nam przykrość, ale zapominamy o elementarnym dziękowaniu.
Ktoś bez przerwy jest nam coś winien, ale zapominamy o własnych długach.
Nie lubimy plotek, ale bez pytania ingerujemy w czyjeś życie.
Odchodzimy, by nas zawracano.
Prowadzimy dysputy o cierpliwości, ale nie potrafimy nawet słuchać bez przerywania.
Przechowujemy grube tomy cudzych grzechów, ale nigdy nie zaglądamy do notesu dobrych uczynków.
Panicznie boimy się śmierci, ale żyjemy tak, jakbyśmy byli nieśmiertelni.
Po prostu… jesteśmy dziećmi, które nie wyrosły…"
autor: Tatyana Varukha, tłumaczenie I.Z.
Boimy się odpowiedzi wprost, ale lubimy zadawać pytania.
Boimy się szczerości, ale zawsze żądamy jej w stosunku do siebie.
Boimy się zrobić pierwszy krok, ale czekamy, by ktoś zrobił go w naszą s...tronę.
Boimy się otwartości, ale nie mamy zahamowań, by zranić bliźniego.
Boimy się zaufać, ale obrażamy się, gdy ktoś nam nie wierzy.
Boimy się być niepotrzebni, ale lekceważymy ukochane osoby.
Boimy się podejmować decyzje, ale zrzucamy wszystko na los.
Boimy się odpowiedzialności i oskarżamy innych o swoje niepowodzenia.
Boimy się opinii tłumu, ale sami łatwo oceniamy innych.
Mówimy „nie kochasz mnie”, aby ktoś zapewnił nas, że to nieprawda.
Mówimy „zimno mi”, kiedy chcemy, by ktoś nas przytulił.
Mówimy „ja ciebie też” w odpowiedzi na słowa o miłości, jakbyśmy odpowiadali na czyjeś uczucie i nie brali odpowiedzialności za swoje własne.
Mówimy „wszystko mi jedno”, podczas gdy coś nas dotyka i rani.
Mówimy „zostańmy przyjaciółmi”, ale nie mamy zamiaru się przyjaźnić.
Mówimy „mamo, tato, nie wtrącajcie się w moje życie!”, ale zrzucamy na nich swoje problemy.
Mówimy „niczego już od ciebie nie potrzebuję”, gdy chcemy dostać to, na czym nam zależy.
Mówimy „kiedyś nie byłeś taki”, podczas gdy sami też byliśmy inni.
Mówimy „nie chcę żyć”, gdy chcemy, aby ktoś nas pocieszył.
Mówimy „dam sobie radę”, gdy potrzebujemy pomocy.
Mówimy „to nie jest najważniejsze”, gdy chcemy przekonać siebie do pogodzenia się.
Mówimy „jest mi dobrze bez ciebie”, podczas gdy na siłę szukamy kogoś, kto wypełni nasze życie.
Mówimy „ufam ci”, gdy jesteśmy targani brakiem zaufania.
Mówimy „robisz to specjalnie!”, podczas gdy sami robimy to samo.
Mówimy „już o tobie zapomniałem”, podczas gdy stale myślimy o tym człowieku.
Mówimy „to koniec”, kiedy chcemy, by to trwało, ale na naszych warunkach.
Mówimy „nie odebrałem telefonu, bo byłem zajęty”, podczas gdy po prostu baliśmy się rozmawiać.
Mówimy „zawsze”, „nigdy”, nie mając świadomości, co to oznacza, gdy chcemy nadać przekonującą siłę swoim słowom i nie jesteśmy w stanie dowieść tego czynami.
Tak wiele mówimy różnych wyrazów, ale kiedy potrzebne jest otwarte spojrzenie i zaledwie kilka ważnych słów – zaciskamy usta, połykamy słowa i milkniemy. Potem znów mówimy wszystkie te kosmiczne bzdury. Dopiero później, „w myślach” , układamy błyskotliwy monolog we własnej głowie ze wszystkimi istotnymi słowami, poglądami, jak w filmie, a następnie odpowiadamy sami sobie właściwymi zdaniami i właściwymi odpowiedziami… Nienaganny teatr jednego samotnego aktora.
Kpimy ze śmierci, ale boimy się latać samolotami.
Chcemy, by zostawiono nas w spokoju, ale stale sprawdzamy nieodebrane telefony i smsy.
Twierdzimy, że życie jest piękne, ale sami niszczymy je w sobie i wokół siebie.
Nie pijemy wody z kranu, bo to szkodzi, ale alkohol, papierosy i fastfoody wchłaniamy bez problemu.
Nie cierpimy chamstwa, ale sami łatwo wpadamy w złość i niezadowolenie w stosunku do świata i innych.
Mówimy o radości, ale własny uśmiech trzymamy pod kluczem.
Denerwują nas cudze wady, ale własne nazywamy „oryginalnością”.
Nie przywiązujemy wagi do opinii publicznej, ale stale pytamy „co ludzie powiedzą?”, „co pomyślą inni?”
Denerwuje nas cudze bogactwo, ale nie mamy nic przeciwko temu, by je dostać.
Zamykamy drzwi na trzy spusty, ale czekamy na cud.
Wiemy, jak zmienić świat, ale nie chcemy zmieniać siebie.
Denerwują nas cudze zalety, ponieważ czujemy się z nimi nieswojo.
Potrzebujemy stabilizacji, ale sami potrafimy niebezpiecznie rozbujać łódź przy najmniejszym podmuchu wiatru.
Jesteśmy uprzejmi wobec obcych, ale obcesowi wobec bliskich.
Widzimy w innych własne odbicie i to nas drażni.
Pragniemy zrozumienia, ale nigdy nie myślimy o motywach innych ludzi.
Obrażamy się, gdy ktoś sprawia nam przykrość, ale zapominamy o elementarnym dziękowaniu.
Ktoś bez przerwy jest nam coś winien, ale zapominamy o własnych długach.
Nie lubimy plotek, ale bez pytania ingerujemy w czyjeś życie.
Odchodzimy, by nas zawracano.
Prowadzimy dysputy o cierpliwości, ale nie potrafimy nawet słuchać bez przerywania.
Przechowujemy grube tomy cudzych grzechów, ale nigdy nie zaglądamy do notesu dobrych uczynków.
Panicznie boimy się śmierci, ale żyjemy tak, jakbyśmy byli nieśmiertelni.
Po prostu… jesteśmy dziećmi, które nie wyrosły…"
autor: Tatyana Varukha, tłumaczenie I.Z.
poniedziałek, 20 maja 2013
MINIE Z CZASEM....
Mądry tekst! warto przeznaczyć chwilę na przeczytanie :)
"Po co ci taki zapas bomb zegarowych z opóźnionym zapłonem. A promieniują lepiej, niż bomba atomowa, całe życie potrafią zatruć. Czas się uwolnić"
"Na wszystko przychodzi Czas. Widocznie nie było wcześniej gotowości, dopiero teraz dojrzałaś" :)
"Na wszystko przychodzi Czas. Widocznie nie było wcześniej gotowości, dopiero teraz dojrzałaś" :)
"- Czas! Czaaas!!! Gdzie jest ten cholerny czas?!!!
- Jestem. To ja, Czas. Czego wrzeszczysz?
- Jak to – czego wrzeszczę?! Dlaczego mnie nie lecz...ysz?
- Ja??? A z jakiej racji? Czy ja jestem lekarz jakiś czy co?
- Dusza mi się rozlatuje! Serce mi pęka! Na kawałki!
- No to może pozamiatam… Sama mogłabyś po sobie posprzątać, ale co tam. Widzisz, już czysto, żadnych kawałków, no to biegnę dalej.
- Dokąd to??? Dokąd? A w środku?
- Co – w środku?
- W środku też trzeba posprzątać! Przecież mam duszę zranioną!
- No to lecz sobie swoją duszę!
- A ty? Przecież wszyscy mówią, że Czas leczy rany…
- Kłamią. Albo się mylą. Czas posypuje piaskiem, pokrywa kurzem. Trochę przysypię, żeby nie było widać… Ale tam, pod spodem rana zostaje. I zapalenie czasem też się może wdać, nic przyjemnego.
- Ale przecież musisz to jakoś leczyć…
- Jak, powiedz mi proszę, jak??? Aspiryną? Maścią? Lewatywą? Jak mam leczyć?
- Nie wiem – zacierać wspomnienia… wyzwalać… rozpuszczać ciężar przeszłości… zmazywać stare urazy… Czyż nie?
- Ale z was lenie, kochani ludzie! Ciągle czekacie, aż ktoś przyjdzie i wszystko za was zrobi. Dlaczego sama nie spróbujesz?
- Co mam spróbować?
- Wyzwolić się… rozpuścić ciężar przeszłości… zmazać stare urazy… Jednym słowem – wykorzystać Czas, to znaczy mnie, maksymalnie korzystnie dla siebie. Pogrzebać w sobie, duszę uporządkować…
- Co ty gadasz! To boli! Jak mam tam grzebać, jak tam ciągle świeża rana krwawi!
- Wiesz co? Krwawią tylko te rany, którym nie dajesz spokoju. Szarpiesz je ciągle, rozdrapujesz. Po co sobie te rany otwierasz?
- Ja? Same się rozdrapują!
- Samo nic się nie dzieje. Zawsze jest jakiś ktoś, kto coś robi. Albo nie robi. Brak działania to też działanie. Co robisz, żeby wyleczyć swoje rany?
- Staram się o tym nie myśleć, nie przypominać sobie. Nie dopuszczam do siebie żadnych takich sytuacji. Nie zakochuję się. Bo to miłość mnie tak zraniła! Miłość boli!
- To nie miłość boli, tylko twoja rana boli. Pewnie ją zanieczyszczasz urazami?
- Wcale nie! Dawno już zapomniałam i wybaczyłam!
- Kłamiesz. Gdybyś wybaczyła, to by nie bolało. Skoro boli to znaczy, że wrzód się zrobił, złość w nim kipi na siebie i na innych, a pewnie i jedno i drugie. Czasu nie oszukasz. Ja wszystko widzę.
- Ale jak mogę wybaczyć zdradę? Przecież to było!
- No właśnie. BYŁO. Było i zostało tam, w przeszłości. A ty jesteś już tutaj. Tutaj jest inaczej, ty też jesteś już inna.
- A pamięć? Co mam z nią zrobić?
- A po co masz coś z nią robić??? Pamięć po to jest ci dana, żebyś po raz drugi nie nadepnęła na te same grabie. Żeby tym razem było inaczej. Po co ci doświadczenie było dane??? Sprezentowane???
- Powiedzmy, że masz rację… a gdzie mam, według ciebie, podziać cały ten bagaż? Zdrady, rozstania, kłamstwa, oszczerstwa? Przecież to cały czas wyziera z przeszłości, wypełza!
- Po to właśnie wypełza, żeby je uporządkować, przeanalizować i puścić wolno. Przestań się wreszcie obrażać. Urazy są jak sól na ranę, nie pozwalają się zagoić, jątrzą.
- Jak mam się nie obrażać, kiedy to boli?
- Boli, bo trafiło w czułe miejsce. Gdyby to ciebie nie dotyczyło, to by się odbiło jak groch od ściany.
- Zdrada ma się odbić jak groch???
- Zdrada też. Bo zdrada nie istnieje.
- Jak to nie istnieje?
- A tak to. Po prostu czyjeś wybory ci się nie podobają, są dla ciebie niewygodne, niekorzystne, nieprzyjemne, no to stoisz pośrodku i wrzeszczysz „Zdradzili mnie!” A tak naprawdę, to tylko zabrali zabawkę.
- Poczekaj, to nie jest takie proste! „Zabawkę”??? A jeśli pół życia poświęciłam na tę zabawkę, to co?
- A kto ci kazał? Przecież z czasem wszystko się zmienia, jedno odpływa, inne przypływa… Czas jest zmienny. I świat jest zmienny. Ponieważ ja jestem właśnie jedną z charakterystycznych cech świata.
- I co z tego wynika?
- Podziękuj temu, co cię zdradził albo skrzywdził. Podziękuj za to, że wyrwał cię z otępienia, zapoczątkował zmiany, zmusił do ruchu. Nigdy nie mów „chwilo, jesteś piękna, zatrzymaj się”. To niebezpieczne zjawisko – zatrzymywanie chwil. Czas nie czeka! Zastój to śmierć, a ruch to życie.
- Co za bzdury! Mam dziękować za to, że mnie ktoś pokaleczył? Powinnam mu dziękować za ból?
- Nikt nikomu nic nie powinien. Jak chcesz, to się obrażaj i cierp, pogłębiaj rany, rozdrapuj. Jak nie chcesz – podziękuj i idź sobie dalej spokojnie, łap równowagę. Jak zechcesz - tak postąpisz.
- Słuchaj, Czas, a to prawda, że nie leczysz? Bo wiesz, już mi trochę lżej…
- To dlatego, że już sobie sama rozłożyłaś co nieco po półkach. Jak w sklepie. A raczej – jak w muzeum krajoznawczym. Ja tu jestem przewodnikiem. „Zwróćcie uwagę, mili państwo, w tej witrynie leżą starożytne Urazy, dosłownie sprzed nowej ery. Wydobyte prawie w całości, zasuszone, sklasyfikowane, przekazane do muzeum w darze. A tu możecie obejrzeć Naczynie Żalu, obecnie puste, ale znalezione z zawartością prawie po brzegi. Na lewo wizerunek koszmarnego stworzenia, które w swoim czasie gnieździło się w okolicach ludzkiego kręgosłupa – to Poczucie Winy. Teraz to truchło jest własnością muzeum. Następna sala. Portrety Strasznych Zdrajców, jak widzicie, nie ma ich zbyt wielu, a ostatni był bardzo dawno temu, ponieważ dynastia zaczęła wygasać po Pierwszej Pozytywnej Rewolucji”. I tak dalej. A nad wejściem znajduje się portret założyciela, sponsora i właściciela muzeum. Twój portret. W złoconych ramach. Jak ci się podoba?
- Hej, Czas, jesteś kreatywny i zabawny.
- No pewnie. Jakbym nie był, to bym z wami, ludźmi, długo nie pociągnął.
- To powiadasz, że niepotrzebnie te urazy zbieramy, chowamy, pielęgnujemy?
- Niepotrzebnie. Po co ci taki zapas bomb zegarowych z opóźnionym zapłonem. A promieniują lepiej, niż bomba atomowa, całe życie potrafią zatruć. Czas się uwolnić.
- Osad jakiś mi został… zła jestem… na siebie, że cię wcześniej nie spytałam.
- Osad to Osąd, sprytnie się kamufluje. Przestań się osądzać. Na wszystko przychodzi Czas. Widocznie nie było wcześniej gotowości, dopiero teraz dojrzałaś. Dobra, pogadaliśmy sobie, a ja już muszę w drogę. Ktoś mnie znowu woła, pewnie następny, dla którego Czas się zatrzymał.
- Dziękuję. Na czasie ta rozmowa była. W samą porę. Bo przedtem głupot jakichś sobie napchałam do głowy…
- To nic, to przejdzie. Głupota z czasem przechodzi…"
Na motywach opowiadania Iriny Sieminoj. Przekład I.Z.
© Po Pierwsze Ludzie
środa, 8 maja 2013
ODKRYWAĆ, POZNAWAĆ, SMAKOWAĆ, DOZNAWAĆ- BO NAJLEPSZE SĄ SPONTANICZNE WYJAZDY
Czasami podróż wyznaczają przypadki, luźna propozycja, zasłyszana rozmowa, ludzie, którzy gdzieś byli i coś pięknego przeżyli. Tak było i tym razem….Zaplanowany długi weekend nad morzem w konsekwencji okazał się wyprawą do Pragi. Chwila na spakowanie, zorganizowanie opieki dla dzieci, mapa Europy, wyznaczenie kierunku i jedziemy…bez nawigacji…bez szczegółowego planu, który dopuszcza spontaniczne zbaczanie z trasy…czasem gdy trzeba podjąć decyzję- w prawo czy w lewo- kierujemy się intuicją i w taki to sposób trafiamy do nietypowych miasteczek, w których zatrzymujemy się, by podziwiać ich uroki…. chcemy jak najwięcej poznawać, delektować się, nie tylko odhaczać kolejne punkty na mapie….może i tracimy przez to dużo czasu, jeździmy mało uczęszczanymi drogami, objazdami, nadrabiamy kilometrów, zahaczamy o piękny Park Narodowy więc podróż z 7 godzin wydłuża się do 12. Wolę jednak zatracić się w jakimś miejscu, zagadać z miejscowym sprzedawcą, powłóczyć się ulicami miasta, pogapić na ludzi zamiast tylko gnać przed siebie i zaliczać kolejne atrakcje….komfortowo jest nie spieszyć się nigdzie…..myślę niekiedy, że doskonale nadawałabym się do podróżowania autostopem J
Przed zmierzchem dojeżdżamy do Pragi, która słynie z bogactwa atrakcji no i wiadomo- z produkcji napoju o barwie bursztynu :) Z uwagi na późną porę – Czeski browar Koziel- to pierwszy przystanek, w czasie którego delektujemy się świeżym smakiem piwa i czeskimi specjałami.
Praga- poza wybornym piwem (pszeniczne- pychota!!!) ma do zaoferowania przepiękne budowle, wspaniałe zabytki oraz wyjątkową atmosferę. Cały dzień przeznaczamy na zwiedzanie, szwędanie się wąskimi uliczkami i zachwycanie się bogatą historią tego pięknego miasta, która ukazuje nam się w postaci romańskich, gotyckich, renesansowych, barokowych i klasycystycznych budowli. Prawdziwe perełki! Rozległa starówka pełna kramików z pamiątkami, Most Karola – najsłynniejszy symbol Pragi, łączący ponad Wełtawą Małą Stranę ze starówką, Hradczany – dzielnica pełna wystawnych pałaców i kamienic z okazałym zamkiem królewskim na czele, Rynek, Nowe Miasto, muzeum sexu, zoo, tańczące fontanny- to miejsca, których nie sposób pominąć. Ludzie!!! Uwielbiam słuchać ich historii, podglądać codzienne życie…usiąść na ławce przy Wełtawie i gapić się na mijających mnie ludków, zastanawiając się skąd pochodzą i czego oczekują po wizycie w Pradze.
Dobrze podróżować z ludźmi pełnymi pozytywnej energii i chęci do działania…z ludźmi, którym się zwyczajnie dużo chce. Chociaż czasami bywa trudno dogodzić wszystkim a przesyt miejsc, napakowanych do mózgu nowych wrażeń, wymusza potrzebę, by na chwilę odetchnąć, przystanąć na krótki moment kontemplacji, poukładania myśli w ciszy i samotności …to jednak wspomnienia poznanych miejsc, spotkanych ludzi, innych kultur i zwyczajów- wynagradzają te małe uciążliwości. Przygoda to przygoda. Nie miałam pojęcia na co się piszę…będąc już tam- uwierzyć nie mogłam, że spotyka mnie to wszystko, co tam przeżyłam a czego opisać nie sposób… Tak nam się spodobało, że obecnie patrzymy na zachód….może spontaniczny i krótki wypad do ciepłych Włoch? Okaże się wkrótce….
Przed zmierzchem dojeżdżamy do Pragi, która słynie z bogactwa atrakcji no i wiadomo- z produkcji napoju o barwie bursztynu :) Z uwagi na późną porę – Czeski browar Koziel- to pierwszy przystanek, w czasie którego delektujemy się świeżym smakiem piwa i czeskimi specjałami.
Praga- poza wybornym piwem (pszeniczne- pychota!!!) ma do zaoferowania przepiękne budowle, wspaniałe zabytki oraz wyjątkową atmosferę. Cały dzień przeznaczamy na zwiedzanie, szwędanie się wąskimi uliczkami i zachwycanie się bogatą historią tego pięknego miasta, która ukazuje nam się w postaci romańskich, gotyckich, renesansowych, barokowych i klasycystycznych budowli. Prawdziwe perełki! Rozległa starówka pełna kramików z pamiątkami, Most Karola – najsłynniejszy symbol Pragi, łączący ponad Wełtawą Małą Stranę ze starówką, Hradczany – dzielnica pełna wystawnych pałaców i kamienic z okazałym zamkiem królewskim na czele, Rynek, Nowe Miasto, muzeum sexu, zoo, tańczące fontanny- to miejsca, których nie sposób pominąć. Ludzie!!! Uwielbiam słuchać ich historii, podglądać codzienne życie…usiąść na ławce przy Wełtawie i gapić się na mijających mnie ludków, zastanawiając się skąd pochodzą i czego oczekują po wizycie w Pradze.
Dobrze podróżować z ludźmi pełnymi pozytywnej energii i chęci do działania…z ludźmi, którym się zwyczajnie dużo chce. Chociaż czasami bywa trudno dogodzić wszystkim a przesyt miejsc, napakowanych do mózgu nowych wrażeń, wymusza potrzebę, by na chwilę odetchnąć, przystanąć na krótki moment kontemplacji, poukładania myśli w ciszy i samotności …to jednak wspomnienia poznanych miejsc, spotkanych ludzi, innych kultur i zwyczajów- wynagradzają te małe uciążliwości. Przygoda to przygoda. Nie miałam pojęcia na co się piszę…będąc już tam- uwierzyć nie mogłam, że spotyka mnie to wszystko, co tam przeżyłam a czego opisać nie sposób… Tak nam się spodobało, że obecnie patrzymy na zachód….może spontaniczny i krótki wypad do ciepłych Włoch? Okaże się wkrótce….
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
NAJLEPSZE RZECZY ZDARZAJĄ NAM SIĘ WTEDY, GDY NAJMNIEJ SIĘ ICH SPODZIEWAMY - "LET'S DO IT"
Minął kolejny dzień. I kolejny weekend. Było cudownie, inaczej, nietypowo…..Zapomniałam o tym, co będzie jutro, to znaczy, że był to dobry czas. Jeśli byłam bardziej dziś niż jutro, to znaczy, że byłam tam gdzie powinnam. Siedziałam na piasku, siedziałam pod drzewem a słońce świeciło przez gałęzie…. bezwiednie opalając mi twarz…. W tamtej chwili ceniłam swój czas, swoje życie, swoje dziś - tylko to miałam na pewno....
Byłam tam, gdzie mnie potrzeba i z tymi, którzy potrzebowali, chcieli być:) Ja sama potrzebowałam tej chwili oddechu, bo mimo że w teorii nie działam w jakimś specjalnym niedoczasie, to jednak godziny i minuty kurczą się i dzień za dniem mija mi z prędkością światła. Łapałam więc oddech i wyrównywałam tętno. Biegłam po to, żeby się potem bardziej zatrzymać. Wietrzyłam myśli w przeciągu morskiego wiatru. Zaglądałam do okien i oczu…do madrych oczu….uważnych….. słuchałam…..
Byłam tam, gdzie mnie potrzeba i z tymi, którzy potrzebowali, chcieli być:) Ja sama potrzebowałam tej chwili oddechu, bo mimo że w teorii nie działam w jakimś specjalnym niedoczasie, to jednak godziny i minuty kurczą się i dzień za dniem mija mi z prędkością światła. Łapałam więc oddech i wyrównywałam tętno. Biegłam po to, żeby się potem bardziej zatrzymać. Wietrzyłam myśli w przeciągu morskiego wiatru. Zaglądałam do okien i oczu…do madrych oczu….uważnych….. słuchałam…..
Jakże często żyjemy w poczuciu, że świat, inni ludzie są nam coś winni. Wsparcie, dobre słowo, łut szczęścia, szacunek, pieniądze, uśmiech …... Zimbardo, autor "Efektu Lucyfera" pisze, że: "Nikomu nic się nie należy. Mamy to, co sobie wypracujemy. Dobrymi uczynkami, współczuciem, pracą nad sobą. Bycie ofiarą lub bohaterem to wyłącznie kwestia świadomości, a nie okoliczności. To prawda, trudno pogodzić się z faktem, że przytrafiło nam się coś złego, że mamy pod górkę, a inni mają lepiej. Takie myślenie to trucizna.” Już wiem, że rozpamiętywanie - zbyt długie pozostawanie w tym co było to pułapka. Życie nie dzieje się w przeszłości. Życie toczy się tu i teraz…..dziękuję ludziom, którzy mi to uświadamiają….
Och, jak ja czekałam na taki weeknd. Pojechałam. Żałowałam, że nie wzięłam aparatu, ale właściwie, to dobrze się stało, bo zamiast wypatrywać okazji do robienia zdjęć, po prostu patrzyłam :) I ćwiczyłam uważność, o której dziś piszę. Zobaczyłam, że pąki magnolii lada moment pokażą kwiaty. Że Pani jedząca lody uśmiecha się i delektuje smakiem chwili. Mewy, które skrzeczały jak najęte i śpiew ptaków. Śniadanie zjedzone na trawie- szczypiorek z domowej hodowli, świeża bułka orkiszowa, masło...kawy łyk, wina smak (bo niby dlaczego by na śniadanie nie napić się wina?!) Wiosenne niebo w gębie…niby tak proste a poziom szczęśliwości? Wysoki! Zobaczyłam zachwyt w oczach i zrozumienie…. Jest tyle rzeczy do zobaczenia i usłyszenia każdego dnia. Pięknie jest, pieknie było, relaks i pozytywne emocje a przy tym zero oczekiwań…tego potrzebowałam…uważnego bycia :)
Po sobotnim deszczu zrobiło się tak pięknie, tak świeżo, tak wiosennie... niedziela cudowna… odjeżdżając jeszcze chwilę popatrzyłam przez okno, na to słońce :) Cudne :) Powrót do rzeczywistości wydawał się być ostatnią rzeczą, na którą miałam ochotę….gdyby nie tęsknota…. Czasami jednak nowa droga jest bardzo prosta… Zaczyna się od zwykłego- "Let's do it" :)
A dziś nietypowy poniedziałek, który zaczyna nietypowy tydzień…wszyscy na wolny z okazji długiego weekendu majowego :) Ja dziś trochę popracuję, trochę poodpoczywam, może trochę poćwicze, wieczorem udam się do teatru:) Zrobię kilka zdjęć, którymi się podzielę - może napiszę coś, może nie napiszę…piszę ;) Chmury idą po niebie, słońca dziś nie widać, "ptaki zaczynają śpiewać piosenkę o tym, że pióra są mokre, a na gałęziach kipi miłością - a trawa rośnie tak głośno, że kiedy zamknąć usta i otworzyć uszy, wszystko słychać"….ćwiczę się dalej w zaproponowanym mi treningu uważności- po każdym deszczu zieleń nabiera głębi:) Naprawdę!!!!! Kocham wiosnę :) Zakochałam się jak co roku - od pierwszego wejrzenia :)
Przede mną kolejne wolne dni, pełne planów, które mam nadzieję, uda się zrealizować...:) Nie zmarnuję ich, niech będą pełne kolorów i słońca... Jak bańka mydlana- krótkie lecz piękne :)
Przede mną kolejne wolne dni, pełne planów, które mam nadzieję, uda się zrealizować...:) Nie zmarnuję ich, niech będą pełne kolorów i słońca... Jak bańka mydlana- krótkie lecz piękne :)
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
PORANNE MYŚLI
W wrześniu podjęłam decyzję, że zamiast weekendów spędzonych na iluzji wypoczywania, będę spędzać czas na poszerzaniu świadomości siebie, na uczeniu się nowych rzeczy, na byciu- jakkolwiek rozumianym- dla siebie i dla innych... Nie marudzę więc kiedy przychodzi kolejny z rzędu weekend, gdy muszę zerwać się o poranku i stawić się na zajęcia. Uważam, że przyjemnie jest uczyć się tego, co się lubi i co interesuje…spełniam marzenia, wykorzystuję swój potencjał… przecież większość porażek w swoim życiu ponosimy nie przez brak możliwości, ale przez brak chęci, lenistwo i brak zaangażowania. Niektórzy pytają skąd energia i czas na to wszystko….a ja... nie narzekam na brak czasu…chociaż niekiedy chciałoby się, aby doba miała więcej godzin…tak by starczyło też trochę na sen;) Jednocześnie uśmiecham się kiedy myślę o weekendowych wieczorach pełnych rozmów, ciepłych relacji oraz o „gorączce sobotniej nocy”... mnóstwo dobrych myśli przesyłam w kierunku wszystkich tych, którzy zatrzymali wówczas czas w układach tanecznych na parkiecie…uwielbiam tańczyć….to jedna z tych czynności, która nastraja mnie bardzo pozytywnie, relaksuje, sprawia radość…pomimo wszystkich mniej i bardziej przyjemnych zdarzeń, które mają po drodze miejsce …nie, nie zamierzam obwiniać siebie…zwłaszcza za zachowania i uczucia innych :-)
A co kiedy już kurtyna opada? Niezmienna potrzeba domu, ciepła, światła świecy o czekoladowym zapachu, łóżka, książek, dźwięków, kieliszka wina, chciałoby się zakotwiczyć w kochanym spojrzeniu, poczuć strumień „głasków”... ciepłe ramiona dzieci….
Co się jednak dzieje kiedy po nazbyt intensywnych zdarzeniach sen wcale nie chce przyjść? Tysiąc myśli w głowie, które nie dają zasnać. W nocnych chwilach zatrzymania, widzę zdecydowanie więcej… wspomnienia, myśli, iluzje i trudne emocje. To moment głębokiej refleksji nad tym co było, co jest i co będzie…. Nasze łodzie płyną z nurtem, co jakiś czas przybijając do brzegu wspomnień, które nie chcą odejść…. jestem w emocjonalnej niewoli….brak panowania nad łzami...oczyszczenie....
Rano biała herbata i gromadzenie energi do wejścia w nowy dzień…..przeciągam się jak kocica w rytmie absolutnego hitu płynącego z radia, który niewątpliwie zdominuje mój dzień ….mrrrr… Heaven DM... http://vimeo.com/58926604
Rano biała herbata i gromadzenie energi do wejścia w nowy dzień…..przeciągam się jak kocica w rytmie absolutnego hitu płynącego z radia, który niewątpliwie zdominuje mój dzień ….mrrrr… Heaven DM... http://vimeo.com/58926604
piątek, 5 kwietnia 2013
Lubię lubić, kocham kochać- daje mi to wielką siłę
Jeden z moich ulubionych cytatów z Anthonego de Mello:
– Dlaczego wszyscy tutaj są tak szczęśliwi, a ja nie?
– Dlatego, że nauczyli się widzieć dobro i piękno wszędzie – odrzekł Mistrz.
– Dlaczego więc ja nie widzę wszędzie dobra i piękna?
– Dlatego, że nie możesz widzieć na zewnątrz siebie tego, czego nie widzisz w sobie.
Od wczoraj kontynuuję rozmyślania o docenianiu i dostrzeganiu w życiu tego, co się ma… oczywiście myśli te pojawiły się pod wpływem filmu „Malowany Welon”, który obejrzałam w zaciszu domowym. Odnalazłam nawet kolejny cytat z de Mello, który idealnie pasuje mi do tych rozważań:
"W życiu nie ma takiej chwili, abyśmy nie mieli wszystkiego, co potrzebne, aby czuć się szczęśliwymi. Pomyśl o tym przez minutę [...]. Jeśli jesteś nieszczęśliwy, to dlatego, że cały czas myślisz raczej o tym, czego nie masz, zamiast koncentrować się na tym, co masz w danej chwili.”
Jaki będzie ten dzisiejszy piątkowy dzień- zależy tylko ode mnie! Czy będzie to fajny dzień ? Mogę się smucić, marudzić, zamartwiać albo mogę się dużo śmiać, cieszyć z mniejszych i większych rzeczy i oczywiście pracować. Zastanawiam się z jakim nastrojem położę się wieczorem do łóżka? Idealnie byłoby wybrać opcję z uśmiechem na twarzy, że to był kolejny dobry, pracowity, owocny dzień :) Ale jaki będzie mój wybór?
Świadomość, że jestem odpowiedzialna za to gdzie jestem w swoim życiu- jest niewygodna, irytująca, ale przez to niestety wcale nie staje się mniej prawdziwa... Zawsze mamy wybór: żyć w dyskomforcie spowodowanym negatywnymi myślami, akceptując własną niechęć do wysiłku, dźwigania ciężarów przeszłości, wymówkarstwo i wygodną bezradność, albo zakasać rękawy i poszukać sposobu, pomysłu i drogi, aby zmienić na lepsze swoją rzeczywistość...
Gdybym tak w pełni mogła oderwać się od fałszywych oczekiwań i zawężonego pojęcia miłości. Przestać kochać za coś i nauczyć się przebaczać. Skończyć z ciągłą negacją, wydawaniem osądów i ulubionym argumentem tak – ale…. A może zaklęciem są dwa proste słowa: kocham i przebaczam? Przecież życie to wielka podróż a jej celem jest miłość! Wciąż mam świadomość, że kiedyś, może szybciej niż mi się wydaje- dla innych będę tylko wspomnieniem…. chciałabym zrobić wszystko, co w mojej mocy żeby to były dobre wspomnienia…. Wciąż uczę się jak wyrażać uczucia nie czyniąc wyrzutów. Uczę się słuchać. Dawać przestrzeń drugiej osobie- niech ma szansę wyrazić to, co czuje. Miłość to najważniejsze uczucie w życiu i mam świadomość, że to ona decyduje o jego jakości. Moje codzienne samopoczucie, sukcesy, energia do pracy, relacje z ludźmi - zależą od miłości. To ona jest źródłem. Czy nie jest tak, że jakość mojego życia to jakość mojej miłości?
Tyle, że w życiu nie ma niestety prób generalnych, zawsze jest premiera. Z życiem jest jak ze skokiem spadochronowym. To najlepsza metafora jaką usłyszałam:
„Kiedy wyskoczysz z samolotu na wysokości4000 metrów w dół ku ziemi, już nie wrócisz z powrotem do samolotu. Spadasz z zawrotną szybkością prawie 300 kilometrów na godzinę. Za minutę trzeba otworzyć spadochron. Liczy się tylko ten czas. Prawidłowe ułożenie ciała, pozycja, kierowanie, manewry i prawidłowe otwarcie spadochronu. Teraz. Jesteś. Mijają długie sekundy. Wylatuje pilocik. Czasza napełnia się powietrzem. Teraz trzeba nakierować się na cel, na biały krzyż na lotnisku. Teraz trzeba prawidłowo wylądować, teraz spadochron się zniża. Trzeba ocenić wysokość zanim wyhamuje się czaszę. Płynnie. Trawa. Kontakt. Ziemia.”
„Kiedy wyskoczysz z samolotu na wysokości
Może dlatego jednym z moich marzeń jest skok ze spadochronem? Tylko dlaczego tak ciężko zrealizować to marzenie? Co mnie blokuje i powstrzymuje przed zrealizowaniem moich myśli? Otóż chyba tylko i wyłącznie jakość moich własnych myśli…
Niestety chyba wszyscy mamy tendencję do wybiegania myślą w tył i do przodu. Jednocześnie ginie nam obecna chwila. Do wczoraj już nie wrócę, jak do samolotu, z którego wyskoczyłam. Nie przewidzę także jutra, nie na wszystko co się zdarzy mam wpływ. Jedyne, co mogę – to czerpać z chwili, która jest i w niej działać najlepiej jak potrafię. Być obecną tu i teraz, bo liczy się jedynie ta chwila.
Wiele osób myśli, że ma czas mówiąc: Jutro się zmienię, jutro podejmę decyzję. Jutro rzucę palenie. Jutro o tym porozmawiamy, wrócimy do tematu. O Boże, co będzie jutro, przecież Korea grozi, że chce zniszczyć świat! Kolejny koniec świata?! To nie takie proste. Zbyt trudne. Niemożliwe. Za mało, nie tu, nie teraz, nie tak, inaczej, jutro, za rok, jak się unormuje, jak minie kryzys, jak wrócę, jak się rozwiodę, jak się ożenię, jak kupię, jak sprzedam, jak mnie awansują, jak dzieci podrosną, wolałbym to lub tamto. A tymczasem- TERAZ- mija, jak kolejna próba generalna, jak napisany na brudno tekst, jak nieważny moment. Nawet mój syn ma tendencję do pytania- kiedy w końcu będzie piątek? I pytanie to pada nie z tych samych pobudek, dla których my dorośli- cały tydzień oczekujemy na weekend, ale dlatego, że to jedyny dzień, kiedy może on przynieść swoje zabawki do przedszkola i to jest wydarzenie, na które czeka cały tydzień. Wciąż na coś czekamy, wciąż pada pytanie- – kiedy? A jeśli - nigdy, bo nawet, jeśli cud się wydarzy pochłonięci myślami, nie zauważymy tego cudu? A jeśli nie doczekamy dnia, tego „kiedyś”, co do którego pokładamy tyle nadziei? Może więc potrzebujemy obecności bez zbędnego rozmyślania?. W życiu są same premiery, które dzieją się tu i teraz. Oddycham, wsłuchuje się. Jestem. Teraz. Tutaj. Żyję. Kocham.
czwartek, 4 kwietnia 2013
PYTANIA
—Mam ponad trzydzieści lat, nie chcę już zadawać pytań, chcę odpowiedzi – westchnął.
—A co ja mam powiedzieć? Mam ponad czterdzieści i na żadne z pytań, które sobie stawiałem nie usłyszałem ani jednego, satysfakcjonującego wyjaśnienia. Same ogólniki, czasami teologiczne frazesy, innym razem naiwne porady o sensie życia —powiedział ten drugi upijając łyk. Upał był niemiłosierny, nawet w nocy. I ta wilgotność. Istne tropiki.
—Dlatego lepiej nie myśleć zbyt wiele, to chyba kwestia wieku. Ja mam dwadzieścia lat i nie zastanawiam się zbyt często. Nie bierzcie tego do siebie, ale jesteście już dość starzy i dlatego tyle niepotrzebnie myślicie i gadacie — odezwał się ten trzeci wstając od stołu. — Jest zbyt gorąco na jakieś głupie pytania.
—Na niektóre pytania trzeba sobie odpowiedzieć — odezwał się ten pierwszy.
—Na jakie na przykład? — zdziwił się ten trzeci, najmłodszy.
—Na przykład ile wysiłku trzeba włożyć żeby odnieść sukces? — powiedział ten drugi.
—Dla mnie ważne jest ile kasy mi potrzeba i skąd ją wziąć? — zaśmiał się ten trzeci.
—Bez sukcesu nie będziesz miała kasy – odparował trzydziestolatek.
—Mówią, że kasa szczęścia nie daje — zaśmiał się czterdziestolatek i dodał — ale tak mówią ci, którzy mają jej pod dostatkiem. Jak się ma czterdzieści lat, to albo już się ma kasę, albo nigdy się jej nie będzie miało. Jak się ma trzydziestkę to jest jeszcze nadzieja, a dla osiemnastolatka wszystko jest równie trudne i równie możliwe. Zanim się obejrzy życie minie.
—O czym rozmawiacie? — spytał staruszek, który ocknął się z drzemki.
—Nie zrozumie dziadek — powiedział ten trzeci, najmłodszy — tak sobie gadamy, o niczym.
—O czym rozmawiacie? — spytał siedmioletni wnuczek , który podbiegł do stołu napić się, zafascynowany nową latarką, gwieździstą nocą i upalnym latem.
—Nie zrozumiesz, jesteś za mały — odpowiedział czterdziestolatek — rozmawiamy o poważnych sprawach — dodał.
—Jak będę taki duży jak wy, to zrozumiem? — spytał ten piąty, siedmioletni.
— Jak będziesz taki jak oni, to nigdy nie zrozumiesz — odpowiedział dziadek, dziwnie się uśmiechając.
—To jaki mam być dziadku? — spytał wnuczek.
—Zostań taki, jaki jesteś — odpowiedział dziadek — i nigdy się nie zestarzej....
Subskrybuj:
Posty (Atom)