poniedziałek, 29 kwietnia 2013

NAJLEPSZE RZECZY ZDARZAJĄ NAM SIĘ WTEDY, GDY NAJMNIEJ SIĘ ICH SPODZIEWAMY - "LET'S DO IT"

Minął kolejny dzień. I kolejny weekend. Było cudownie, inaczej, nietypowo…..Zapomniałam o tym, co będzie jutro, to znaczy, że był to dobry czas. Jeśli byłam bardziej dziś niż jutro, to znaczy, że byłam tam gdzie powinnam. Siedziałam na piasku, siedziałam pod drzewem a słońce świeciło przez gałęzie…. bezwiednie opalając mi twarz…. W tamtej chwili ceniłam swój czas, swoje życie, swoje dziś - tylko to miałam na pewno....
Byłam tam, gdzie mnie potrzeba i z tymi, którzy potrzebowali, chcieli być:) Ja sama potrzebowałam tej chwili oddechu, bo mimo że w teorii nie działam w jakimś specjalnym niedoczasie, to jednak godziny i minuty kurczą się i dzień za dniem mija mi z prędkością światła. Łapałam więc oddech i wyrównywałam tętno. Biegłam po to, żeby się potem bardziej zatrzymać. Wietrzyłam myśli w przeciągu morskiego wiatru. Zaglądałam do okien i oczu…do madrych oczu….uważnych….. słuchałam…..
Jakże często żyjemy w poczuciu, że świat, inni ludzie są nam coś winni. Wsparcie, dobre słowo, łut szczęścia, szacunek, pieniądze, uśmiech …... Zimbardo, autor "Efektu Lucyfera" pisze, że: "Nikomu nic się nie należy. Mamy to, co sobie wypracujemy. Dobrymi uczynkami, współczuciem, pracą nad sobą. Bycie ofiarą lub bohaterem to wyłącznie kwestia świadomości, a nie okoliczności. To prawda, trudno pogodzić się z faktem, że przytrafiło nam się coś złego, że mamy pod górkę, a inni mają lepiej. Takie myślenie to trucizna.”  Już wiem, że rozpamiętywanie - zbyt długie pozostawanie w tym co było to pułapka. Życie nie dzieje się w przeszłości. Życie toczy się tu i teraz…..dziękuję ludziom, którzy mi to uświadamiają….
Och, jak ja czekałam na taki weeknd. Pojechałam. Żałowałam, że nie wzięłam aparatu, ale właściwie, to dobrze się stało, bo zamiast wypatrywać okazji do robienia zdjęć, po prostu patrzyłam :) I ćwiczyłam uważność, o której dziś piszę. Zobaczyłam, że pąki magnolii lada moment pokażą kwiaty. Że Pani jedząca lody uśmiecha się i delektuje smakiem chwili. Mewy, które skrzeczały jak najęte i śpiew ptaków. Śniadanie zjedzone na trawie- szczypiorek z domowej hodowli, świeża bułka orkiszowa, masło...kawy łyk, wina smak (bo niby dlaczego by na śniadanie nie napić się wina?!) Wiosenne niebo w gębie…niby tak proste a poziom szczęśliwości? Wysoki! Zobaczyłam zachwyt w oczach i zrozumienie….  Jest tyle rzeczy do zobaczenia i usłyszenia każdego dnia. Pięknie jest, pieknie było, relaks i pozytywne emocje a przy tym zero oczekiwań…tego potrzebowałam…uważnego bycia :)
Po sobotnim deszczu zrobiło się tak pięknie, tak świeżo, tak wiosennie... niedziela cudowna… odjeżdżając jeszcze chwilę popatrzyłam przez okno, na to słońce :) Cudne :) Powrót do rzeczywistości wydawał się być ostatnią rzeczą, na którą miałam ochotę….gdyby nie tęsknota…. Czasami jednak nowa droga jest bardzo prosta… Zaczyna się od zwykłego-  "Let's do it" :)
A dziś nietypowy poniedziałek, który zaczyna nietypowy tydzień…wszyscy na wolny z okazji długiego weekendu majowego :) Ja dziś trochę popracuję, trochę poodpoczywam, może trochę poćwicze, wieczorem udam się do teatru:) Zrobię kilka zdjęć, którymi się podzielę - może napiszę coś, może nie napiszę…piszę ;) Chmury idą po niebie, słońca dziś nie widać,  "ptaki zaczynają śpiewać piosenkę o tym, że pióra są mokre, a na gałęziach kipi miłością - a trawa rośnie tak głośno, że kiedy zamknąć usta i otworzyć uszy, wszystko słychać"….ćwiczę się dalej w zaproponowanym mi treningu uważności- po każdym deszczu zieleń nabiera głębi:) Naprawdę!!!!! Kocham wiosnę :) Zakochałam się jak co roku - od pierwszego wejrzenia :)
Przede mną kolejne wolne dni, pełne planów, które mam nadzieję, uda się zrealizować...:)  Nie zmarnuję ich, niech będą pełne kolorów i słońca... Jak bańka mydlana- krótkie lecz piękne :)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

PORANNE MYŚLI

W wrześniu podjęłam decyzję, że zamiast weekendów spędzonych na iluzji wypoczywania, będę spędzać czas na poszerzaniu świadomości siebie, na uczeniu się nowych rzeczy, na byciu- jakkolwiek rozumianym- dla siebie i dla innych... Nie marudzę więc kiedy przychodzi kolejny z rzędu weekend, gdy muszę zerwać się o poranku i stawić się na zajęcia. Uważam, że przyjemnie jest uczyć się tego, co się lubi i co interesuje…spełniam marzenia, wykorzystuję swój potencjał… przecież większość porażek w swoim życiu ponosimy nie przez brak możliwości, ale przez brak chęci, lenistwo i brak zaangażowania. Niektórzy pytają skąd energia i czas na to wszystko….a ja... nie narzekam na brak czasu…chociaż niekiedy chciałoby się, aby doba miała więcej godzin…tak by starczyło też trochę na sen;)  Jednocześnie uśmiecham się kiedy myślę o weekendowych wieczorach pełnych rozmów, ciepłych relacji oraz  o „gorączce sobotniej nocy”... mnóstwo dobrych myśli przesyłam w kierunku wszystkich tych, którzy zatrzymali wówczas czas w układach tanecznych na parkiecie…uwielbiam tańczyć….to jedna z tych czynności, która nastraja mnie bardzo pozytywnie, relaksuje, sprawia radość…pomimo wszystkich mniej i bardziej przyjemnych zdarzeń, które mają po drodze miejsce …nie, nie zamierzam obwiniać siebie…zwłaszcza za zachowania i uczucia innych :-)
A co kiedy już kurtyna opada? Niezmienna potrzeba domu, ciepła, światła świecy o czekoladowym zapachu, łóżka, książek, dźwięków, kieliszka wina, chciałoby się zakotwiczyć w kochanym spojrzeniu, poczuć strumień „głasków”... ciepłe ramiona dzieci…. 
Co się jednak dzieje kiedy po nazbyt intensywnych zdarzeniach sen wcale nie chce przyjść? Tysiąc myśli w głowie, które nie dają zasnać. W nocnych chwilach zatrzymania, widzę zdecydowanie więcej… wspomnienia, myśli, iluzje i trudne emocje. To moment głębokiej refleksji nad tym co było, co jest i co będzie…. Nasze łodzie płyną z nurtem, co jakiś czas przybijając do brzegu wspomnień, które nie chcą odejść…. jestem w emocjonalnej niewoli….brak panowania nad łzami...oczyszczenie....
Rano biała herbata i gromadzenie energi do wejścia w nowy dzień…..przeciągam się jak kocica w rytmie absolutnego hitu płynącego z radia, który niewątpliwie zdominuje mój dzień ….mrrrr… Heaven DM...
http://vimeo.com/58926604 

piątek, 5 kwietnia 2013

Lubię lubić, kocham kochać- daje mi to wielką siłę

Jeden z moich ulubionych cytatów z Anthonego de Mello:
–      Dlaczego wszyscy tutaj są tak szczęśliwi, a ja nie?
–      Dlatego, że nauczyli się widzieć dobro i piękno wszędzie – odrzekł Mistrz.
–      Dlaczego więc ja nie widzę wszędzie dobra i piękna?
–      Dlatego, że nie możesz widzieć na zewnątrz siebie tego, czego nie widzisz w sobie.

Od wczoraj kontynuuję rozmyślania o docenianiu i dostrzeganiu w życiu tego, co się ma… oczywiście myśli te pojawiły się pod wpływem filmu „Malowany Welon”, który obejrzałam w zaciszu domowym. Odnalazłam nawet kolejny cytat z de Mello, który idealnie pasuje mi do tych rozważań:
"W życiu nie ma ta­kiej chwi­li, abyśmy nie mieli wszys­tkiego, co pot­rzeb­ne, aby czuć się szczęśli­wymi. Po­myśl o tym przez mi­nutę [...]. Jeśli jes­teś nie­szczęśli­wy, to dla­tego, że cały czas myślisz raczej o tym, cze­go nie masz, za­miast kon­cen­tro­wać się na tym, co masz w da­nej chwili.”
Jaki będzie ten dzisiejszy piątkowy dzień- zależy tylko ode mnie! Czy będzie to fajny dzień ? Mogę się smucić, marudzić, zamartwiać albo mogę się dużo śmiać, cieszyć z mniejszych i większych rzeczy i oczywiście pracować. Zastanawiam się z jakim nastrojem położę się wieczorem do łóżka? Idealnie byłoby wybrać opcję z uśmiechem na twarzy, że to był kolejny dobry, pracowity, owocny dzień :) Ale jaki będzie mój wybór?
Świadomość, że jestem odpowiedzialna za to gdzie jestem w swoim życiu- jest niewygodna, irytująca, ale przez to niestety wcale nie staje się mniej prawdziwa... Zawsze mamy wybór: żyć w dyskomforcie spowodowanym negatywnymi myślami,  akceptując własną niechęć do wysiłku, dźwigania ciężarów przeszłości, wymówkarstwo i wygodną bezradność, albo zakasać rękawy i poszukać sposobu, pomysłu i drogi, aby zmienić na lepsze swoją rzeczywistość...
Gdybym tak w pełni mogła oderwać się od fałszywych oczekiwań i zawężonego pojęcia miłości. Przestać kochać za coś i nauczyć się przebaczać. Skończyć z ciągłą negacją, wydawaniem osądów i ulubionym argumentem tak – ale…. A może zaklęciem są dwa proste słowa: kocham i przebaczam? Przecież życie to wielka podróż a jej celem jest miłość! Wciąż mam świadomość, że kiedyś, może szybciej niż mi się wydaje- dla innych będę tylko wspomnieniem…. chciałabym zrobić wszystko, co w mojej mocy żeby to były dobre wspomnienia…. Wciąż uczę się jak wyrażać uczucia nie czyniąc wyrzutów. Uczę się słuchać. Dawać przestrzeń drugiej osobie- niech ma szansę wyrazić to, co czuje. Miłość to najważniejsze uczucie w życiu i mam świadomość,  że to ona decyduje o jego jakości. Moje codzienne samopoczucie, sukcesy, energia do pracy, relacje z ludźmi - zależą od miłości. To ona jest źródłem. Czy nie jest tak, że jakość mojego życia to jakość mojej miłości?
Tyle, że w życiu nie ma niestety prób generalnych, zawsze jest premiera. Z życiem jest jak ze skokiem spadochronowym. To najlepsza metafora jaką usłyszałam:
„Kiedy wyskoczysz z samolotu na wysokości 4000 metrów w dół ku ziemi, już nie wrócisz z powrotem do samolotu. Spadasz z zawrotną szybkością prawie 300 kilometrów na godzinę. Za minutę trzeba otworzyć spadochron. Liczy się tylko ten czas. Prawidłowe ułożenie ciała, pozycja, kierowanie, manewry i prawidłowe otwarcie spadochronu. Teraz. Jesteś. Mijają długie sekundy. Wylatuje pilocik. Czasza napełnia się powietrzem. Teraz trzeba nakierować się na cel, na biały krzyż na lotnisku. Teraz trzeba prawidłowo wylądować, teraz spadochron się zniża. Trzeba ocenić wysokość zanim wyhamuje się czaszę. Płynnie. Trawa. Kontakt. Ziemia.”
Może dlatego jednym z moich marzeń jest skok ze spadochronem? Tylko dlaczego tak ciężko zrealizować to marzenie? Co mnie blokuje i powstrzymuje przed zrealizowaniem moich myśli? Otóż chyba tylko i wyłącznie jakość moich własnych myśli…
Niestety chyba wszyscy mamy tendencję do wybiegania myślą w tył i do przodu. Jednocześnie ginie nam obecna chwila. Do wczoraj już nie wrócę, jak do samolotu, z którego wyskoczyłam. Nie przewidzę także jutra, nie na wszystko co się zdarzy mam wpływ. Jedyne, co mogę – to czerpać z chwili, która jest i w niej działać najlepiej jak potrafię. Być obecną tu i teraz, bo liczy się jedynie ta chwila.
             Wiele osób myśli, że ma czas mówiąc: Jutro się zmienię, jutro podejmę decyzję. Jutro rzucę palenie. Jutro o tym porozmawiamy, wrócimy do tematu. O Boże, co będzie jutro, przecież Korea grozi, że chce zniszczyć świat! Kolejny koniec świata?! To nie takie proste. Zbyt trudne. Niemożliwe. Za mało, nie tu, nie teraz, nie tak, inaczej, jutro, za rok, jak się unormuje, jak minie kryzys, jak wrócę, jak się rozwiodę, jak się ożenię, jak kupię, jak sprzedam, jak mnie awansują, jak dzieci podrosną, wolałbym to lub tamto. A tymczasem- TERAZ- mija, jak kolejna próba generalna, jak napisany na brudno tekst, jak nieważny moment. Nawet mój syn ma tendencję do pytania- kiedy w końcu będzie piątek? I pytanie to pada nie z tych samych pobudek, dla których my dorośli- cały tydzień oczekujemy na weekend, ale dlatego, że to jedyny  dzień, kiedy może on przynieść swoje zabawki do przedszkola i to jest wydarzenie, na które czeka cały tydzień. Wciąż na coś czekamy, wciąż pada pytanie- – kiedy? A jeśli - nigdy, bo nawet, jeśli cud się wydarzy pochłonięci myślami,  nie zauważymy tego cudu? A jeśli nie doczekamy dnia, tego „kiedyś”, co do którego pokładamy tyle nadziei?  Może więc potrzebujemy obecności bez zbędnego rozmyślania?. W życiu są same premiery, które dzieją się tu i teraz. Oddycham, wsłuchuje się. Jestem. Teraz. Tutaj. Żyję. Kocham.

czwartek, 4 kwietnia 2013

PYTANIA

—Mam ponad trzydzieści lat, nie chcę już zadawać pytań, chcę odpowiedzi – westchnął.
—A co ja mam powiedzieć? Mam ponad czterdzieści i na żadne z pytań, które sobie stawiałem nie usłyszałem ani jednego, satysfakcjonującego wyjaśnienia. Same ogólniki, czasami teologiczne frazesy, innym razem naiwne porady o sensie życia —powiedział ten drugi upijając łyk. Upał był niemiłosierny, nawet w nocy. I ta wilgotność. Istne tropiki.
—Dlatego lepiej nie myśleć zbyt wiele, to chyba kwestia wieku. Ja mam dwadzieścia lat i nie zastanawiam się zbyt często. Nie bierzcie tego do siebie, ale jesteście już dość starzy i dlatego tyle niepotrzebnie myślicie i gadacie — odezwał się ten trzeci wstając od stołu. — Jest zbyt gorąco na jakieś głupie pytania.
—Na niektóre pytania trzeba sobie odpowiedzieć — odezwał się ten pierwszy.
—Na jakie na przykład? — zdziwił się ten trzeci, najmłodszy.
—Na przykład ile wysiłku trzeba włożyć żeby odnieść sukces? — powiedział ten drugi.
—Dla mnie ważne jest ile kasy mi potrzeba i skąd ją wziąć? — zaśmiał się ten trzeci.
—Bez sukcesu nie będziesz miała kasy – odparował trzydziestolatek.
—Mówią, że kasa szczęścia nie daje — zaśmiał się czterdziestolatek i dodał — ale tak mówią ci, którzy mają jej pod dostatkiem. Jak się ma czterdzieści lat, to albo już się ma kasę, albo nigdy się jej nie będzie miało. Jak się ma trzydziestkę to jest jeszcze nadzieja, a dla osiemnastolatka wszystko jest równie trudne i równie możliwe. Zanim się obejrzy życie minie.
—O czym rozmawiacie? — spytał staruszek, który ocknął się z drzemki.
—Nie zrozumie dziadek — powiedział ten trzeci, najmłodszy — tak sobie gadamy, o  niczym.
—O czym rozmawiacie? — spytał siedmioletni wnuczek , który podbiegł do stołu napić się, zafascynowany nową latarką, gwieździstą nocą i upalnym latem.
—Nie zrozumiesz, jesteś za mały — odpowiedział czterdziestolatek — rozmawiamy o poważnych sprawach — dodał.
—Jak będę taki duży jak wy, to zrozumiem? — spytał ten piąty, siedmioletni.
— Jak będziesz taki jak oni, to nigdy nie zrozumiesz — odpowiedział dziadek, dziwnie się uśmiechając.
—To jaki mam być dziadku? — spytał wnuczek.
—Zostań taki, jaki jesteś — odpowiedział dziadek  — i  nigdy się nie zestarzej....