środa, 13 listopada 2013

Młodość

„Młodość nie jest okresem życia,
jest natomiast stanem ducha.
Nikt nie starzeje się po prostu
przez przeżycie iluś tam lat.
Ludzie starzeją się tylko

przez porzucanie swych ideałów.
Lata marszczą skórę
lecz utrata entuzjazmu marszczy duszę.
Udręka, zwątpienie, nieufność, lęk i rozpacz
są długimi długimi latami, które zginają kark
i rzucają na kolana w pył drogi.
Lecz w każdej istocie ludzkiej,
czy lat ma siedemdziesiąt, czy szesnaście,
tkwi zdolność do zdumienia i zachwytu
nad biegiem gwiazd i życiem mrówki,
nieustraszone wyzwanie rzucone losowi,
niewyczerpane dziecięce pragnienie
zabawy, życia i radości.
Jesteś tak młody jak twoja wiara;
tak stary jak twoje zwątpienie;
tak młody jak twe zaufanie do samego siebie;
tak stary jak twój lęk;
tak młody jak twoja nadzieja;
tak stary jak twa rozpacz”.


JERZY MELLIBRUDA „POSZUKIWANIE SIEBIE”

poniedziałek, 21 października 2013

MAGICZNE KONTO

"Wyobraź sobie, że zdobyłaś nagrodę w konkursie:
Każdego ranka na Twoim koncie pojawi się 86 400 zł.
Nagroda ta ma jednak określone zasady,...
tak jak w każdej grze.
Pierwsza zasada jest taka,
że wszystko to, czego nie wydasz w ciągu dnia,
będzie Ci zabrane,
nie możesz także przelać pieniędzy na inne konto.
Druga zasada jest taka,
że bank może zakończyć grę bez ostrzeżenia,
w każdej chwili może powiedzieć:
to koniec i zamknąć konto bez oferowania nowego.
Co byś zrobiła?
Zakładam, że kupiłabyś wszystko, czego pragniesz,
nie tylko sobie, ale także bliskim Ci osobom,
starałabyś się wydać kwotę do ostatniego grosza.
Ta gra jest prawdziwa
i każdy z nas ma takie „magiczne konto”,
tyle tylko, że nie pamiętamy o nim.
Tym magicznym kontem jest czas.
Codziennie rano budząc się, dostajemy 86 400 sekund
do przeżycia,
i zasypiając, tracimy je bezpowrotnie.
To, czego nie przeżyłyśmy, po prostu znika...
„Wczoraj” jest nie do odrobienia...
Każdego ranka od nowa dostajemy 86 400 sekund,
ale także każdego dnia
bank bez ostrzeżenia może przestać nam ten czas dawać.
Więc co zrobisz z danym Ci czasem?
Ile jest dla Ciebie wart? I jak go wykorzystasz?"

Babskie Fanaberie czyli w cholerę z tym wszystkim

środa, 16 października 2013

Na czym polega bliskość ?

Zainspirowałam się....

Ludziom wydaje się, że bliskość to cielesność, uprawianie miłość, bycie w sobie, czucie siebie całym sobą, oddawanie i branie. Ale czy nie jest tak, że największa bliskość jest wtedy, kiedy jesteśmy ze sobą blisko umysłami ? Kiedy będąc daleko od siebie czujemy swoją obecność w myślach, martwimy się problemami, które już nas nie dotyczą, sama pamięć robi taką bliskość. I ...chęć przytulania się, zatracenia w ramionach, które dają ogromne poczucie bezpieczeństwa.
Mówią, że prawdziwa miłość wszystko przetrwa. Jest poddawana przeróżnym próbą, podobno te próby mają ją wzmocnić, mają sprawić że stanie się niezniszczalna, potężna, piękna.
Niedawno przeżyłam powrót do przeszłości z nową przyszłością.
Tragiczna w skutkach podróż. Kolejny raz czytana ta sama opowieść, kolejne wyciągnięte wnioski. Ale chyba pierwszy raz tak intensywne. Podróżując w miejsca w których przeżyło się cudowne chwile, w których czas nie istniał a niebo było bliżej- przeżywamy bardziej i właśnie wtedy dotarło do mnie na czym polega bliskość. Bliskość to nie jest tylko uprawianie miłości, lecz jest to ta niewidzialna nić łącząca dwoje ludzi w nieprawdopodobny sposób. Sprawiający, że nie ważne ile tysięcy kilometrów by ich dzieliło, nie ważne że mają już inne życie inne problemy, że mają tysiące innych spraw. Że życie które prowadzili wtedy w tym niebie już dawno się skończyło, umarło. Ale ta bliskość jest poza tym wszystkim co jest teraz, ona została stworzona na samym początku pobytu w niebie i trwa bez względu na wszystko, zawsze będzie trwać.
I podróżując do nieba, zabieramy ze sobą tę osobę. Siadamy z nią na ławce drewnianego pomostu nad morzem, patrzymy jak się uśmiecha, jak mówi do nas 'usiądź tu ze mną'. Widzimy jak niezdarnie próbuje chwycić nas za rękę, jak na pożegnanie przytula. Jak w tańcu obejmuje, nieśmiało ale zdecydowanie. Patrzymy jak dobrze nam się rozmawia, jak planuje wspólne wyjazdy, jak śmieją jej się oczy kiedy szczerze się uśmiecha. Widzimy jak patrzy na nas niby przez przypadek, ale tak naprawdę obserwuje każdy nasz krok. Jak uczy się nas na pamięć, od początku do końca. Jak całuje w czubki palców dłoni i w czoło. Jak nie może się odkleić przy pożegnaniu. Dlaczego najtrudniejsze są te pożegnania na kilka godzin ? Wtedy tęskni się jeszcze bardziej, tak jakby się wiedziało, że kiedyś trzeba będzie pożegnać się na zawsze i żegna się jak najdłużej, zachłannie całuje się usta, mocno przytula. I siedzi się na tej ławce z osobą tak bardzo Ci bliską, słyszy się już jej głos, czuje jej ciepło. Czuje dotyk na swojej dłoni.
Na samym końcu tej wyprawy do nieba słyszy się tylko ' hej, nie bądź smutna. Nie jesteś ze mną realnie, ale przecież mnie czujesz, przecież mieszkam w Twoich myślach, przecież ciągle jestem..
A potem szybko wracamy do rzeczywistości. Przestajemy wspominać.


Ach, gdyby można było....nauczyć się kogoś na pamięć by w chwilach, które musimy spędzać osobno, zdala od siebie, sięgnąć pamięcią tam, gdzie jest schowana bliska nam osoba i w myślach Kochać ją tak samo jakby była wtulona we mnie, moje plecy czy choćby we śnie, gdy śpimy obok siebie.....:)

To, co najważniejsze....wiedzieć jak żyć...by żyć szczęśliwie

Głęboko wierzę, że to my i tylko my, a nie żadne zewnętrzne ograniczenia, decydujemy, jak nasze życie wygląda i kim się stajemy.
Pomaga nam w tym nasza postawa życiowa powiązana z zestawem odpowiednich nawyków i przekonań. Sama bardzo mocno w to wierzę , że życie jest pełne możliwości. Te możliwości są w nas, są w naszym otoczeniu, w ludziach, których spotykamy, w szansach i okazjach, które zsyła nam los. Mamy nieograniczony wybór i pełną moc kreowania własnego życia. Każdy z nas ma możliwość realizacji swoich nawet najbardziej szalonych marzeń i prowadzenia takiego stylu życia, jakiego dla siebie najbardziej chce. Do tego niezbędny jest tylko określony sposób myślenia, działania i nasza postawa.

Agnieszka Osiecka Pisała w „Dziennikach":  Myślę, czuję, snuję plany i projekty, mam ciągle nowe nadzieje na dalszą przyszłość. Chcę prowadzić barwne, ciekawe życie, chcę przeżyć przez jedno życie tyle, ile przeżyło 100 innych ciekawych ludzi, nie chcę absorbować sobą świata, choć nie mam nic przeciwko odrobinie sławy, chcę, żeby mnie świat absorbował.
Chcę podróżować, patrzeć i widzieć, poznawać myśli i uczucia ludzkie i ich historie, poznawać nowych ludzi, nowe kraje, przyrodę, społeczeństwa, nauki, rodzaje fanatyzmów i rozgoryczeń, kochać, nienawidzić, tworzyć, cieszyć się, złościć, dążyć do celów i prawd, żyć!”

To bardzo ważne, by wciąż chcieć, nie zatracić tego chciejstwa….

Andrzej Masłowski pisze zaś „Ja już nie muszę ja nic nie chcę, nic tak naprawdę mi nie trzeba. Ja z Tobą mogę lecz pamiętaj -nie proś mnie o nic, nie nalegaj. Może pójdziemy... może ...do mnie... może do Ciebie... obojętne... może na kawę... albo może... może przez chwilę będzie pięknie? Tylko nic sobie nie obiecuj. Nie onieśmiela mnie Twoja bliskość, nie robię planów, nawet małych. Jutro to zbyt daleka przyszłość. Może kochałam wiele razy? Raz może nawet do szaleństwa? W sercu została tylko pustka… na jeszcze większą nie ma miejsca. Mnie już nie biorą te westchnienia, te głupie wiosny i księżyce…. mam kiepskie nerwy, złe nastroje cóż, nie najlepiej znoszę życie Żyję zwyczajnie, higienicznie wreszcie donikąd się nie spieszę chcę resztę drogi przejść spokojnie, nie chcę zbyt szybko być na mecie. Tylko się nie łudź, że to poza, że się w iskierkę nagle zmienię, daj sobie spokój, zrozum wreszcie widzisz nie mnie lecz swe marzenie... Dobrze więc chodźmy, lecz pamiętaj gdy świt złudzenia Ci zabierze odejdź i nie mów ani słowa, bo jeszcze w końcu Ci uwierzę... „

Ja niczego nie muszę…ja ewentualnie mogę…to frazes, który wciąż powtarzam w ramach buntu wewnętrznego….ale znowu przywołuję słowa Agnieszki Osieckiej:

"Przyjaciele moi i przyjaciółki! Nie odkładajcie na później ani piosenek, ani egzaminów, ani dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości. Nie mówcie jej: „przyjdź jutro, przyjdź pojutrze, dziś nie mam dla ciebie czasu”. Bo może się zdarzyć, że otworzysz drzwi, a tam stoi zziębnięta staruszka i mówi: „Przepraszam, musiałam pomylić adres…” I pstryk, iskierka gaśnie."
Tuwim pisał "panuje u ludzi odkładanie siebie na później", ale wydaje mi się, że akurat miłości to nie dotyczy, często przychodzi nieproszona, a jeśli jesteś w stanie ją "odłożyć" to znaczy, że to nie to, może za wcześnie albo za późno, w każdym razie zdecydowanie uważam, że "miłość nie wybiera, czy jej chcemy nie pyta nas wcale ..."

Może i z latami tracimy to „chciejstwo”. Ulatuje gdzieś porywczość, odwaga, szaleństwo. Wraz z nimi odchodzi młodość, umiejętność przeżywania każdej minuty w pełni, do końca. Znika, wycieka z nas jak woda przez szpary w wiadrze. Szczeliny tym większe, im jesteś starszy. Zaczyna się, gdy wykupisz pierwsza polisę na życie. Albo obciążysz sobie hipotekę. Lub słyszysz, ze ostatnie badania kontrolne nie wyszły najlepiej. Ciepła kąpiel? To konieczność już tylko, a nie przyjemność. Bezpieczeństwo bierze górę nad spontanicznością, wygoda staje się ważniejsza od głodu nowości….i w taki to sposób tracimy radość życia….

niedziela, 15 września 2013

Lekacja Wolności

"W pewnym sklepie zoologicznym stały obok siebie trzy klatki. W jednej siedział kanarek i całymi dniami wyśpiewywał dźwięczne piosenki o wolnej przestrzeni i beztroskim lataniu. Co prawda, kanarek nie wiedział, co to jest latanie i nigdy nie był w wolnej przestrzeni, ale po prostu nie znał innych piosenek.
W drugiej klatce siedział stary szczur, który trafił tu z niewiadomych pow...odów. Szczur nie umiał śpiewać, ale doskonale wiedział, co to jest wolność i co noc podgryzał róg klatki, mając nadzieję na wydostanie się z niej.
Między szczurem a kanarkiem mieszkała szynszyla. Spała sobie na trocinach, biegała w kołowrotku, żeby zachować figurę, gryzła pestki, z powodu których jej figura nieustannie się psuła – jednym słowem, prowadziła zwykłe szynszylowe życie, ponieważ nie umiała robić nic innego.
Pewnego razu, gdy kanarek odśpiewał pewną nader wzruszającą pieśń o utraconej wolności, szynszyla spytała go:
- A co to jest wolność?
- Ciężko to wytłumaczyć, - uchylił się od odpowiedzi kanarek. – Słowami się tego nie przekaże, to się czuje. Mogę o tym zaśpiewać.
Kanarek śpiewał i śpiewał. Jego pieśni rozpalały serca, ale nie dały szynszyli żadnego wyobrażenia o tym, co to jest wolność.
- Lepiej byś mnie spytała, - powiedział szczur. – Ja wiem co to jest wolność.
- Ojej! – ucieszyła się szynszyla. – Powiedz, co to jest?
- A to! – szczur przecisnął się przez wygryzioną dziurę w prętach klatki i znalazł się na zewnątrz. – Teraz jestem wolny, żadne kraty mnie nie trzymają. Mogę iść dokąd zechcę i robić, co mi się podoba.
- Ale to fajne! – ucieszyła się szynszyla.
- Owszem, - przytaknął szczur. – Należy, rzez jasna, pamiętać o pułapkach na myszy, które stoją zamaskowane, o trutce na szczury i o miotle sprzątaczki. Ale to są drobiazgi w porównaniu z wolnością! Mam tu karmę dla psów, konopie dla ptaków, dużo miękkich trocin…
- To znaczy, że wolność to sklep zoologiczny? – spytała zamyślona szynszyla.
- Ależ nie! – roześmiał się szczur. – Sklep to tylko jedno z pomieszczeń w wielkim domu. To też swego rodzaju kamienna klatka. Można z niej wyjść na teren budynku. Tam dopiero jest wypas! Kosze na śmieci, szafki z jedzeniem, przewody elektryczne. I masa miejsca na gniazdo. Co prawda, w domu też pełno jest pułapek na myszy, a w dodatku trzeba się chować za każdym razem, gdy przychodzi terier z piątego piętra.
- Tak więc wolność – to dom?
- Nie! Dom to tylko duże pudełko w całej dzielnicy. Na zewnątrz domu – tam to dopiero jest życie! Śmietniki, kanalizacja, żarcie czasem leży po prostu na chodniku… Co prawda, można tu się natknąć na kota albo wpaść pod samochód, albo ktoś może cię po prostu zdzielić kamieniem… Im więcej wolności, tym więcej komplikacji.
- A ulica?
- Jest częścią miasta. Miasto jest ogromne, a w nim tak wiele atrakcji.
- Ale też wiele zagrożeń?
- Oczywiście. W naturze wszystko się równoważy. Im większa jest klatka, tym więcej swobody, ale również ograniczeń. Jeśli chcesz, to też cię wypuszczę. Pójdziesz sobie i sama zobaczysz jaka jest wolność.
- Nie, dziękuję, - powiedziała szynszyla i na wszelki wypadek zabarykadowała drzwi klatki od swojej strony poidełkiem. – Mam wrażenie, że w zupełności mi wystarczy ten poziom wolności, który już mam".

Piotr Bormor. Tłumaczenie I.Z.

No właśnie... I większość ze strachu przed tymi wszystkimi komplikacjami (odrzucenie przez społeczeństwo, szykany, zły wzrok sąsiadów, obawa przed językami rodziny i całkiem obcych ludzi itp., itd.) żyją sobie w swojej klateczce i robią to co należy: ślub, rodzina, praca, co tydzień w niedzielę do kościółka, raz do roku urlop w Chorwacji... :P Szynszyle... Żyjemy w świecie szynszyli.
Z drugiej strony można powiedzieć- przynajmniej podjęła świadomą decyzję, czego pragnie. Każdy ma prawo do decyzji - dowolnej. Ważne aby była to decyzja własna, a nie narzucone życie. Bo wszyscy żyjemy w jakiejś klatce, barykadujemy jakieś drzwi. Pytanie jak się z tym czujemy :)
Jednak czy można podjąć świadomą decyzję, jeżeli się czegoś nie zna? Świadoma decyzja przychodzi wraz z naszym własnym doświadczeniem....doświadczeniem wolności....

wtorek, 10 września 2013

SEASIDE SUNSET

Każdego wieczora nasze oczy mówią nam, że słońce zachodzi. Tymczasem jesteśmy świadomi, że tak
naprawdę to Ziemia nas od niego odwraca. Astronomia już od wieków udowadnia nam, że nasze zmysły niekoniecznie są wiarygodnymi przewodnikami po otaczającej nas rzeczywistości...





środa, 28 sierpnia 2013

Myśli poranne....

Lato w tym roku jest wyjątkowo piękne, ale powoli się kończy. …To już chyba ostatnie podrygi wakacyjnego słońca. Idzie jesień. 12 stopni na termometrze o 7 rano, bledsze słońce, chłodniejszy wiaterek. Idzie jesień jak nic. Każdy słoneczny dzień, jakby miał być ostatnim…staram się łapać każdy promień. Łapczywie zbieram ciepło szykując się do jesieni. Ostatni weekend był tak piękny, intensywnie słoneczny, ogrzewał zewnętrznie i grzeje wewnątrz…Poranna kawa. Zastygam w tej chwili mrużąc oczy, zastanawiając się nad tym co dziś, jak dziś... żyć?. Codzienne wybory, decyzje, myśli i uczucia. Codziennie rano robimy założenia na temat dnia, który się właśnie rozpoczął….a ja, jaką samospełniającą się przepowiednię zamierzam zrealizować dzisiaj? Wiem jedno….Nie będę rzucać słów na wiatr. Przecież pogoda bywa zmienna, zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że kierunek wiatru się zmieni i moje własne słowa tym razem zdmuchną mnie….

Zostaliśmy wyposażeni w tak niewielką liczbę sposobów i umiejętności do radzenia sobie z tym wszystkim, co w każdym z nas. Każdego dnia staramy się jak tylko możemy zapanować nad rozpaczą, smutkiem, zniechęceniem, osamotnieniem, zniecierpliwieniem, złością, lękiem, chciwością... by nasze życie było szczęśliwe. Rozpoznać jednak to szczęście, mieć odwagę, by je przyjąć, otworzyć się na nie i je zatrzymać- to mądrość serca. Bez tej mądrości serca pozostaje tylko logika, rozum- czyli bardzo niewiele.
Każdy dąży do tego szczęścia na swój sposób... Mój, to poszerzanie samoświadomości i relacje z ludźmi, dzięki tym dwóm źródłom jestem szczęśliwa, dzięki nim jest dobrze, pasjonująco. Dzięki samoświadomości tego, co czuję i tego, że w ogóle jestem zdolna odczuwać- jestem szczęśliwa….
Kolejny łyk kawy, słońce, czas wyjść do świata. A pod koniec dnia, liczyć się będzie tylko to, czy było się szczęśliwym...


środa, 21 sierpnia 2013

Moje niebo...

" Gdy wschodzi Słońce, przyroda wita je ciszą i uważnością… Ptaki budzą się przed wschodem, ale kiedy pojawia się Słońce – zamierają… Ziemia, zwierzęta, owady, drzewa – wszystko się uspokaja i milknie na kilka minut. Tylko ludzie wciąż hałasują, tylko oni niczego nie rozumieją… Przyroda milczy, a ludzie łażą, gadają, krzyczą, produkują hałas, jak gdyby to wydarzenie nie miało żadnego znaczenia."

Uwielbiam takie poranki, świat jest piękny. To jedynie kwestia wyboru, na co kierujemy nasz wzrok. Nie widzimy jednak rzeczy takimi, jakimi są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy.






poniedziałek, 29 lipca 2013

Chorwacja

Wakacje….Lubię ten stan bycia Tu i Teraz, bez pośpiechu, bez muszę. Wystarczy rodzina, grupa przyjaciół... znakomicie funkcjonujący organizm. Patchwork osobowości, historii,"dziwactw". Republika rządząca się własnymi prawami! Więc zbieramy 11- sto osobową grupę i wyruszamy…..
Chorwacja... Kiedy w ubiegłym roku po raz pierwszy kierowałaliśmy się w stronę Adriatyku, Chorwacja wydawała się czymś bardzo odległym. Nie tylko geograficznie, ale także kulturowo. Czymś nieznanym, z czym trzeba było się zmierzyć. Odtąd już wiedziałam….ten kierunek podróży jest tak pociągający, że zamierzam w tym roku odkryć go na nowo. Jest coś w powietrzu, co sprawia, że powracam po więcej tego czegoś. Wszystko o czym marzy człowiek jest tutaj na wyciągnięcie ręki. Kraj ten jest odpowiednim miejscem na ucieczkę od codzienności. Niepowtarzalny klimat, atmosfera, lasy, góry, kamienie i morze. Najpiękniejsze, co daje przyroda i najlepsze, co może stworzyć i dać człowiek. Każdy z regionów Chorwacji ma swój wyjątkowy charakter. Z jednej strony wybrzeże Adriatyku z tysiącem wysepek, niezapomnianymi urzekającymi widokami oraz energią aromatycznych roślin, morza i słońca, z drugiej zaś strony zielone wzgórza i świeże powietrze Chorwacji kontynentalnej. W tym roku wybieramy Riwierę Makarską. Samo oddychanie w tych regionach zapachem morza, aromatycznych roślin i zielonych lasów wzmacnia wewnętrznie, zaś spacery (zazwyczaj pod górę) dodają sporo energii, pogody ducha i „niesamowitej magii”. Wybrzeże Chorwacji jest ogrodem śródziemnomorskiego piękna, które otoczone jest łańcuchem ponad tysiąca wysp i wysepek, a te zaś pachną aromatem lawendy, szałwi, wiśniowej rakii i solą Adriatyku. Czy można wyobrazić sobie lepsze miejsce na spędzenie wakacji? Poza ciepłym słońcem, krystalicznym morzem, bezkresnymi plażami i niesamowitą atmosferą, którą tworzą mieszkający tam ludzie - Chorwacja ma o wiele więcej do zaoferowania... Dla osoby takiej jak ja, która kolekcjonuje momenty, nie rzeczy to istny raj na ziemi.


Chociaż mnie już tam nie ma, to strumień przecież jest. I łaskocze uszy piosenką o tym, że gdzieś w końcu dopłynie. I to jest kwintesencja podróżowania. Zabierać ze sobą inne światy, tulić je i pielęgnować pod powiekami. Wyjmować jak skarby w gorsze dni. Dziś jest zwykły - drogocenny - jedyny w swoim rodzaju dzień. Chociaż już bez strumienia, bez gór, bez morza czy cudownego, południowego słońca.....