środa, 20 marca 2013

LOVE IN PORTOFINO

Podczas wczorajszego wieczoru zostałam naładowana bardzo pozytywną energią. Postanowiłam więc podzielić się swoimi wrażeniami z premierowego pokazu koncertu Andrea Bocellego "Love in Portofino", który wzbudził we mnie wiele dobrych emocji. 
19 marca 2013 w Multikinie uczestniczyłam w romantycznym, pełnym pasji koncercie "Love in Portofino" (miłość w Portofino). To wydarzenie odbyło się przy okazji premiery najnowszego albumu artysty "Passione". Sam koncert poprzedzał wywiad nakręcony we włoskim domu artysty.  Koncert zaś został zrealizowany w ubiegłym roku w jednej z najpiękniejszych scenerii koncertowych świata - w słynnym i ekskluzywnym miasteczku Włoskiej Riwiery, przez wielu uważanym za najpiękniejszy port Morza Śródziemnego. Portofino to piaszczyste plaże, urokliwa architektura, wspaniałe restauracje i wiele, wiele więcej... w ten zimowy wieczór miałam więc okazję przenieść się do gorących i pełnych uroku Włoch.
To wręcz intymne i romantyczne wydarzenie  zapewniło mi niesamowite wrażenia, których nigdy nie zapomnę...Andrea Bocelli zaśpiewał najbardziej znane utwory miłosne.
Cudowna orkiestra, starannie dobrani muzycy z całego świata i duety z pieknymi kobietami, które aż zapierały dech, wzruszały. Na trąbce zagrał sam Chrisa Botti, a narzeczona Andrea Bocellego- Veronica wykonała z Andreą piosenkę pt. "Something Stupid" .
Może i nie jestem zbyt wielką fanką muzyki klasycznej, ale mam wielki szacunek dla tego tenora. To cudowna kwintesencja sztuki i wspaniałej postaci.! W głosie Bocellego jest ciepło i wrażliwość. Ciarki mi przechodziły po plecach, gdy pokazywał cudowne możliwości swojego wokalu. No i doskonały kontakt z publicznością, który polega moim zdaniem na kokietowaniu i czarującym- mimo wady zgryzu- uśmiechu;)
Pierwszy raz byłam na tego typu koncercie i muszę przyznać, że mimo obaw- i oporów przed samym pójściem - zostałam pozytywnie zaskoczona. Nie dziwię się wcale ludziom, którzy starają się "zaliczyć" każdy jego występ w Polsce. Kino wypełnione było po brzegi (średnia wieku 50 lat;)).
Trudno jest mówić o emocjach, więc powiem krótko, to był wieczór, którego długo nie zapomnę. Niewiarygodne, że jeden skromny człowiek może dać tak wiele wzruszeń i pozytywnych emocji tłumom ludzi.

poniedziałek, 18 marca 2013

RADOŚĆ

Zapytasz mnie – „którędy do szczęścia?” Nie odpowiem Ci, ja Ci pokaże…
Zawsze, gdy myślę o tej zagubionej gdzieś przez nas radości, przypominają mi się słowa Matki Teresy z Kalkuty:

"Nie pozwólcie nigdy, by zatopiła was troska tak, by z tego powodu zapominać o radości Chrystusa zmartwychwstałego. Wszyscy pragniemy nieba, gdzie znajduje się Bóg, nie mamy jednak możliwości znalezienia się od razu w niebie: wystarczy być szczęśliwym z Nim w chwili obecnej. Być jednak z Nim szczęśliwym teraz oznacza: kochać, jak On kocha, pomagać, jak On pomaga, dawać, jak On daje, zbawiać, jak On zbawia, być z Nim dwadzieścia cztery godziny na dobę, dotykać Go w Jego przebraniu nędzy, w ubogich i w tych, co cierpią. Serce radosne jest zwyczajnym skutkiem serca płonącego miłością (…) Strzeżmy w naszych sercach radości miłowania Boga i dzielmy się tą radością".

I o to chyba mniej więcej chodzi….taka refleksja postno-przedświąteczno-wiosenna...

piątek, 15 marca 2013

ZA CO KOCHAM, ZA CO JESTEM WDZIĘCZNA?

Postanowiłam, że codziennie przed snem stworzę listę 10 rzeczy, które kocham w życiu. Dzisiaj przychodzą mi do głowy:
  •                            kontakty, spotkania z innymi
  •                            pyszne jedzenie, kawa 
  •                            taniec
  •                            muzyka 
  •                            zachód słońca w górach Biokovo
  •                            uśmiech moich dzieci i osób, które kocham
  •                            czytanie książek 
  •                            przytulanie 
  •                            różnorodność: ludzi, zjawisk, rzeczy, przyrody
  •                            dzielenie się z innymi tym, co mnie inspiruje

Po co taka lista? 
Pomyślałam, że może warto skupić całą swoją energię na myśleniu o tym, co dobre w życiu? Może już czas, by rozstać się z tą kosztowną emocjonalnie strategią, w której zakładamy najgorsze scenariusze? Zamiast pytać samą siebie- "co jeśli mi się nie uda?" , pomyśleć- "a jeśli wszystko się powiedzie?" Chyba zbyt wiele czasu spędzamy rozbudowując i przeżywająć w wyobraźni negatywne scenariusze.
Może czas zapytać samą siebie "Za czym tęsknię"? Podobno pytanie to odblokowuje strumień wewnętrznych pragnień, pozwala wybrzmieć skrywanym, uśpionym tęsknotom.... 
Chciałabym zaprogramować swój mózg do wyszukiwania dobrych cech w sobie i w .... innych....
Wierzę, że mamy w sobie tak wiele pozytywnych elementów osobowości, kóre czekają tylko na odkrycie :) 

"W DŻUNGLI PODŚWIADOMOŚCI"

Inspirujący fragment książki "W DŻUNGLI PODŚWIADOMOŚCI" Beaty Pawlikowskiej

"Wszystko, co jest źle w twoim życiu, wynika z twojego sposobu myślenia.
... Twój sposób myślenia został uporządkowany przez twoją podświadomość.
Twoja podświadomość rządzi tym co myślisz, jak się czujesz i co robisz.

Ty możesz przejąć odpowiedzialność za swoje życie.
Możesz nauczyć swoją podświadomość nowych sposobów myślenia.
Czy jesteś na to gotowy?

Jeśli twierdzisz, że tak, to udowodnij to.
Wyprowadzaj się na spacer codziennie rano tuż po wstaniu z łóżka. To będzie symboliczne ćwiczenia twojego ciała i twojej duszy, bo podświadomość zacznie protestować już przy trzecim albo czwartym dniu. To ona chce rządzić. Ona chce wydawać ci polecenia. A teraz chcesz to zmienić? Naprawdę? Na pewno?

Naciskasz klamkę i myślisz:
- Tak, chcę to zmienić. Chcę nauczyć się żyć szczęśliwie. Chcę być wolna od strachu i nienawiści. Chcę kochać. Chcę kochać i być szczęśliwa.
I tak codziennie rano.
Potrafisz to zrobić?...

Wiesz dlaczego to jest takie ważne? I dlaczego to będzie takie trudne?

Bo człowiek może chcieć się zmienić. Ale jego podświadomość nie będzie chciała się na to zgodzić. Będzie robiła uniki. Będzie manipulowała, będzie podsuwała wymówki, a jeśli będzie trzeba, to wywoła ból głowy albo kontuzję kolana, żeby nie dopuścić do naruszenia systemu, który stworzyła i który ochrania.

Ale uwaga, żeby nie było najmniejszej wątpliwości: podświadomość to twój najlepszy przyjaciel i wszystko, co robi, robi dla twojego dobra. Czasem jednak posługuje się przestarzałym zestawem pojęć albo definicji i niechcący wyrządza ci krzywdę. Na przykład wtedy, kiedy namawia cię do zjedzenia czekoladowego tortu, mimo że przysięgłaś sobie, że jesteś na diecie.
Ale jeżeli twoja podświadomość zapisała kiedyś na podstawie wcześniejszych doświadczeń, że słodki smak daje poczucie bezpieczeństwa, to zmusi cię, żebyś zjadła ten tort, bo chce, żebyś czuła się dobrze i bezpiecznie.

Jeżeli chcesz to zmienić, nie możesz walczyć ani ze swoim ciałem, ani ze swoimi myślami. Musisz po prostu:

1. Po pierwsze uświadomić sobie, że słodycze są przez twoją podświadomość utożsamiane z poczuciem bezpieczeństwa (lub może czymś innym – zapytaj samą siebie)

2. Po drugie podjąć decyzję, że chcesz myśleć inaczej i zdecydować jak ma brzmieć nowe przekonanie dotyczące tego tematu. W tym konkretnym przykładzie radziłabym sformułować to następująco: „Lubię siebie. Lubię świat. Świat mnie lubi.” Dlaczego? Bo brak poczucia bezpieczeństwa bierze się z poczucia zagrożenia, a poczucie zagrożenia bierze się stąd, że wszystkich dookoła uważasz za wrogów, a największym swoim wrogiem jesteś ty sama. Możesz mi wierzyć na słowo. Ja byłam kiedyś dokładnie taka sama.

3. Po trzecie rozpocząć trening swoich myśli i być najbardziej upartą, wytrwałą i nieustępliwą zawodniczką na świecie

Twoja podświadomość będzie się bronić, bo z jej punktu widzenia każda zmiana ugruntowanego przekonania może być potencjalnie niebezpieczna. Rozpocznie się więc zmaganie na to kto jest bardziej pewny tego, co wie: czy twoja podświadomość, czy ty. Jeżeli przestaniesz systematycznie ćwiczyć nowy sposób myślenia, podświadomość uzna, że zrezygnowałaś, czyli że akceptujesz to, co ona już wcześniej zdecydowała i zapisała w tobie na całe życie.

Ale jeżeli codziennie rano po śniadaniu wyjdziesz na dwór i będziesz uparcie powtarzała jedno wybrane zdanie, w które chcesz uwierzyć, to po pewnym czasie podświadomość uzna, że skoro jesteś taka uparta i wytrwała, to zapewne masz rację i zgodzi się na twoją wersję. I umieści ją w zestawie najważniejszych przekonań, którymi posługujesz się instynktownie i które decydują o tym jak się czujesz i jak żyjesz.

Rozumiesz?

To jest naprawdę proste.

Ale wymaga trochę pracy. Samo nic się nie zmieni."


Czy potrzebny tu komentarz?

środa, 13 marca 2013

„Podróż do wewnętrznego źródła"

Jestem świeżo po siedmiodniowych warsztatach online – „Podróż do wewnętrznego źródła”……a oto powarsztatowe myśli zebrane i inspiracje, którymi postanowiłam się podzielić, gdyż warsztaty te obudziły we mnie wiele dobrego :)


„Kiedy tkwisz tak otępiały wskutek własnej katastrofy, niezdolny do działania i myślenia, ogarnięty zimnym, gniotącym mrokiem, oddzielony od świata jak w nocnych halucynacjach lub osamotniony jak w chwilach żalu - znaczy to, że dotarłeś do negatywnego krańca życia, tam, gdzie panuje temperatura absolutna, gdzie ścina się w lód ostatnia życia iluzja". Emil Cioran

Była kiedyś pełna życia, czysta i chętna do działania, chciała kruszyć skały, sięgać nieba, obmywać gwiazdy i zmieniać oblicze świata… lecz skończyło się na marzeniach. Pewnego dnia przyszedł lęk i odebrał jej wiarę w to, że wszystko jest możliwe. W jednej chwili świat stał się niedostępny, gwiazdy zbyt dalekie, a marzenia śmiechu warte. Roześmiał się więc lęk i rozgościł w jej świecie na dobre. Cierpiała bardzo, a lęk patrzył jak się kurczy i obumiera, lecz trzeba mu było jej energii, w końcu i lęk musi się czymś karmić. Zmienił ją więc w bryłę lodu, oblodził uczucia, skuł lodem marzenia, zatopił w zamarzniętej bryle. Życiowa energia – piękna i nieużywana…

Zadanie w pierwszym dniu…..
Wejdź na chwilę w kontakt ze sobą. Skoncentruj się na swoim oddechu. Wyobraź sobie, że nadsłuchujesz głosów z Twojego wnętrza. Z początku słyszysz jedynie dziwną ciszę i odgłosy płynące z Twego ciała, później słyszysz jednak dziwny pomruk, który potężnieje i przybliża się, Nagle Twą wewnętrzną ciszę przerywa trzask lodu …

Wieczorne bajanie
Pamiętacie bajkę „Królowa Śniegu”?
Mały Kaj dał się oczarować śnieżnobiałej Pani i pozwolił się zawieść do lodowego pałacu. Zamarzło jego serce, skostniała w lód dusza, ale najgorsze było to , że przez kawałeczek magicznego lustra, który utkwił w jego oku zupełnie inaczej zaczął patrzeć na świt. Chłodno, analitycznie, bez cienia empatii i współczucia. Również swój własny obraz odbity w tafli lodu zaczął postrzegać inaczej. Nie widział już chłopca, który może „zdobyć świat”, ale zrezygnowanego człowieka zamkniętego w pułapce z lodu.

W lodowej pułapce w pewien specyficzny sposób możemy czuć się nawet dobrze. Niczego nie pragniemy, nie targają nami żadne uczucia, nic nie szarpie i nie woła. To dobra kryjówka, gdy chcemy przetrwać, czasami wręcz konieczna, gdy musimy ukryć się przed światem. Ale lodowa pułapka, to miejsce na chwilę, może nawet dłuższą, ale chwilę… W lodowej pułapce możemy przeczekać, ale żyć się w niej nie da.

Kiedy byłam mała i spędzałam zimowe ferie u babci na wsi, codziennie rano, jak tylko otworzyłam oczy, spoglądałam przez okno. Nie wiem, czy wiecie, ale w domu ogrzewanym piecem, jeżeli w nocy ogień wygaśnie, to budzicie się w pomieszczeniu, gdzie temperatura spada do około 10 stopni. Jeżeli na dworze jest mróz, wówczas szyby pokrywają się wzorami, a oglądany przez nie świat wydaje się magiczny. Wyjście z łóżka w taki ziąb, to nie lada wyzwanie. Więc leżałam z kołdrą pod same uszy i patrzyłam na magiczny świat za oknem. A za drzwiami w kuchni toczyło się życie. Docierały do mnie głosy rozmowy, radiowa audycja, pokrzykiwania babci, trzask ognia w piecu, zapach przypalonego mleka. I chociaż świat oglądany przez zamarznięte okno dawał wyobraźni ogromne możliwości, a wyjście z ciepłego łóżka, jawiło się jako nie lada wyczyn, to kuchenny świat babci zawsze zwyciężał – był ciepły, roześmiany, krzykliwy, czasami bolesny, niekiedy smutny i zupełnie nie magiczny - ale za to zawsze prawdziwy.

Pewnie każdy z Was ma swój własny lodowy świat. Dla niektórych, to małe iglo, gdzieś na samym końcu podwórka, dla innych pałac z pięknymi, ogromnymi komnatami, ale są i tacy, których cały świat jest skuty lodem.
Nieważne, jak duża jest Twoja lodowa pułapka, ważne, że tuż obok niej czeka na Ciebie prawdziwe życie. Tak, musisz porzucić piękne miraże. Tak, musisz przebiec kilka kroków w zimnie. Tak, musisz… .Tak, chcesz to zrobić
Wyobraźcie sobie wielki lód... Widzicie go już? Są różne drogi do tego, by stał się znowu pełną energii wodą. Można czuwać nad wodą, pilnować jej, jak Mały Książę baobabów, by nie dopuścić do utworzenia lodu. Można czekać na globalne ocieplenie. Można kuć w lodowcu, włożyć ciężką pracę w to, by kruszyć to, co zamarznięte. Można wreszcie dopuścić w pobliże lodu potężne źródło ciepła, przy którym lód sam zacznie pękać i powoli topnieć.
Przypatrzcie się Waszym sposobom na stałe lub czasowe zlodowacenie. Zanim jednak zaczniecie rozpuszczać Wasze lody, zastanówcie się co zrobicie z odzyskaną wodą. Warto już dzisiaj przygotować się na moment, w którym będzie ją można ukierunkować do działania. Tak woda, jak i energia nie lubi bezczynności.

Bądź niczym bijące źródło, nie zaś jak staw, w którym zawsze stoi ta sama woda.Emil Cioran

Musisz wiedzieć, Przyjacielu, że lód wreszcie ustąpił…
Kropla po kropli energia sączyła się w wyjałowioną duszę, napełniała życiem wytęsknione ciało. Wreszcie dusza ożyła, serce biło mocnym rytmem, głowa spragniona działania wołała nieustannie: „No dalej!!! Róbmy COŚ! Róbmy COŚ!!!”
Ale co? Łatwiej jest pragnąć drogi, niż wyruszać w podróż.
Dusza wyrywała się naprzód lecz mózg się wystraszył: „Wyruszę, a jakże, tylko się przygotuję…”. Począł więc zbierać myśli, rzeczy, mądre słowa, inspiracje i przemyślenia, motywacje i inne dobra, które konsekwentnie pchał do coraz bardziej pękatego plecaka. Wszystkie ważne, wszystkie dobre, jednak bez sensu, bez celu szybko przemieniały się w śmieci. Mózg nie chciał myśleć o drodze. Choć pragnął wyruszyć, nie wiedział dokąd, strach zaś z oddaniem pętał mu nogi co rano. Jak staw zarastała dusza każdego dnia, zarzucona pomysłami, marzeniami, pragnieniami, którymi mózg napełniał ją chcąc pozbyć się poczucia, że coś prawdziwego właśnie mu ucieka…

„Dość mam już śmieci! – powiedziała dusza – czas przejrzeć na oczy! Odwagi, mózgu!!!”

Zadanie w drugim dniu…..
Daj sobie chwilę spokoju. Skup się na oddechu, wczuj się w jego rytm. Powolne podnoszenie i opadanie, jakby spokojne fale przepływały przez Ciebie. Zanurz się w swoim wnętrzu, jakbyś wpływał/a do swego środka. Teraz rozgość się tam, pozwól, by Twe oczy przyzwyczaiły się do widoku i wyobraź sobie, że siedzisz na brzegu Twej wewnętrznej wody. Czy siedzisz przy źródle, czy przy zarośniętym, pokrytym zieloną rzęsą stawie? Skup uwagę na Twoim wnętrzu i sprawdź, czy masz dostęp do źródła Twej wewnętrznej energii, czy też oblepiają go niepotrzebne śmieci, wołające o wiosenne porządki.

Wieczorne bajanie
Pamiętam, że od zawsze uwielbiałam stawać na zmarzniętych kałużach wody. Bardzo lubię ten moment, w którym tafla lodu pęka, słychać charakterystyczny trzask i woda wylewa się spod popękanego lodu. Będąc dzieckiem doprowadzałam tym moją mamę do szału. Nie mogła zrozumieć, co przyjemnego może być w lodowatej wodzie wlewającej się do butów. W samej wodzie zalewającej buty, rzeczywiście przyjemności wielkiej nie ma, ale poczucie, że jesteś w stanie skruszyć lód – bezcenne
Teraz, to prawie każda kałuża pode mną pęka, ale to uczucie, że drzemie we mnie moc kruszenia lodu pozostało ze mną do dzisiaj.
Skruszyć lód może każdy. Nie jest to najtrudniejsze zadanie podczas wychodzenia z lodowej pułapki. Trochę siły, determinacja, sprzyjające okoliczności… i trzask, lód pęka. I wówczas dopiero zaczyna się problem, bo co zrobić z wodą, która wylewa się każdą dziurą. Pozwolić, żeby zalała buty?
Bo wody w przeciwieństwie do lodu, nie da się tak łatwo kontrolować. Kiedy jesteś zamarznięty, kiedy spoglądasz na świat przez kryształki lodu, to wszystko jest takie samo. Wszystko białe i zimne, dalekie i nieprzyjazne, ale takie samo. A woda…? To żywioł, moc, siła, która tryska jak gejzer, płynie jak rzeka, rozlewa się leniwie, jak jezioro. Może być turkusowa, ciemno - niebieska i szafirowa, może płonąc ogniem w blasku zachodzącego słońca, może być zielono - bura, gdy wiatr targa jej taflę no i może być czarna, gdy nocą nic nie świeci na niebie.
No ale co z tego, że woda zaleje Ci buty? Co z tego, że inni popukają się w czoło? Co z tego, że nie wiesz, jak woda popłynie?
Najważniejsze jest to, że masz w sobie moc kruszenia lodu.

Siedząc przy źródełku możesz wsłuchać się w ciche szemranie wody, by usnąć w ciemności. Możesz poddać się smutkowi, stając się zmurszałą częścią jaskini. Możesz również nabrać wody w dłonie, by orzeźwić się i usunąć zmęczenie, a potem obmyć twarz i choćby po omacku poszukać wyjścia z tej jaskini.
Jaskinie mają to do siebie, że nie są zbyt często odwiedzane, dlatego to Ty sama musisz wstać na nogi i krok po kroku wyjść na światło słoneczne. Krok po kroku, sama. Do światła trzeba wyruszyć, później samo Cię otoczy, umocni i poprowadzi. Kaktusie, powiem dosadnie lecz z miłością - RUSZ TYŁEK!

Kiedy się otrząsnąłem z ostatnich oparów mgły, czułem się, jakbym długo przebywał pod wodą i wreszcie - po stu latach - wypłynął na powierzchnię. Ken Kesey

Czasem nad wodą pojawia się mgła…, gęsta, nieprzenikniona, jak miliony drobniutkich pajęczych nitek oplata głowę i serce, sącząc krople lęku do środka. We mgle nie siadamy w miejscu, lecz chcemy iść, byle dalej, byle dokądś. Nie wiadomo jednak nigdy dokąd. Szukamy CZEGOŚ, idziemy DOKĄDŚ, jesteśmy GDZIEŚ, czujemy COŚ.

Nie widziała drogi, więc bała się każdego kroku, bała się też zostać w miejscu. Kręciła się więc w kółko, to w prawo, to w lewo, by za chwilę biec naprzód z wiarą, że to już właściwa droga. Gasła w niej nadzieja, gdy wpadała głową w kolejną przeszkodę.
Wtedy przez opary mgły przebił się promień świtu. Jak tonący, rzuciła się naprzód i zawisła cała na tym jednym promieniu.

 „Usiądź – usłyszała – usiądź i zobacz gdzie jesteś”.

Zadanie w trzecim dniu…..
Usiądź i zobacz, gdzie jesteś. Zacznij od tego, gdzie jesteś teraz, gdzie siedzisz. Później zobacz, gdzie jest teraz Twoje serce, a gdzie Twoja dusza. Gdzie jest Twoja głowa? Gdzie chcą zmierzać Twoje nogi? Co chcą czynić Twoje ręce? Gdzie kieruje się Twoja energia życiowa, a gdzie chcesz ją posłać?
Gdzie teraz jesteś? Dokąd zmierzasz?

Wieczorne bajanie Pamiętacie te letnie dni zeszłego roku, kiedy wieczorem codziennie przez okres jednego tygodnia świat zasnuwała mgła (przynajmniej tak było w okolicach Krakowa). Mleczna pierzynka okrywała wszystko dookoła sprawiając, że świat stawał się cichy i lepki. Właśnie w jeden z takich wieczorów wracaliśmy do domu po całodziennej wycieczce. Tuż przed Krakowem mgła zrobiła się tak gęsta, że nic nie było widać. Jazda samochodem stała się praktycznie niemożliwa. Sądziliśmy, że przyjdzie nam spędzić kilka godzin na poboczu i poczekać aż mgła opadnie. Kiedy tak w ślimaczym tempie, zastawiając się co zrobić, toczyliśmy się do przodu, przed sobą zobaczyliśmy światła, które wolniutko posuwały się naprzód (zbyt wolno, jak na jadący samochód). Zaintrygowani wysiedliśmy z auta i podbiegliśmy do świateł. Niestety, nie było to żadne ufo ani inne nadprzyrodzone zjawisko, ale zwykły samochód, który w tempie kroków człowieka posuwał się do przodu. Podeszliśmy do kierowcy, który przyjaźnie machnął do nas ręką. Jechał tak wolno, że spokojnie mogliśmy iść obok jego samochodu i rozmawiać. Wówczas dostrzegliśmy przed nim jeszcze jeden pojazd, a w dali migały kolejne światełka sugerujące, że samochodów w dziwnym korku jest więcej. Kierowca zobaczył nasze zdziwienie i z uśmiechem wyjaśnił co się dzieje. Okazało się, że w tym samochodowym pochodzie uczestniczy sześć aut. Przed pierwszym idzie jeden z pasażerów, niosąc ze sobą reflektor, którym oświetla sobie drogę, starając się wyrwać mgle choć odrobinę świata. Człowiek ten był równocześnie punktem odniesienia dla toczącego się za nim pojazdu. W taki oto sposób ta przedziwna karawana posuwała się do przodu. Pomyśleliśmy, że w takim razie warto by się było przyłączyć, więc zapytaliśmy dokąd jadą. Wówczas kierowca popatrzył na nas, wesoło się roześmiał i powiedział.
- A jakie to ma znaczenie, gdzie każdy z nas chce właściwie dojechać, w tym momencie liczy się tylko metr tuż przed maską, a dalej zobaczymy.
Szybko wróciliśmy do samochodu i przyłączyliśmy się do niesamowitego pochodu ciesząc się z każdego metra, który udało nam się w ten sposób pokonać.

Ważne jest abyś wiedział dokąd zmierzasz, ważne jest byś miał jasno określony cel, ważne byś patrzył daleko i mierzył wysoko. Jednak czasami warto zobaczyć, co jest tuż przed Tobą. Zatrzymać się i spojrzeć wprost pod nogi.
Wejdźcie jeszcze raz w tę wizualizację i wyobraźcie sobie, że z którejś strony mgła się rozrzedza, powoli się przeciera i co jakąś chwilę można poprzez delikatne opary zobaczyć co jest w przodzie.
Nie musisz wiedzieć dokąd iść, nie musisz znać już drogi. Po prostu wyznacz pierwszy krok, np. "do linii pierwszych drzew", do tego momentu, w którym coś więcej będzie widać, w którym będziesz ogarniać większą perspektywę, wtedy zadecydujesz co dalej. Teraz rzeczywiście trzeba wyjść z jaskini lub z nad jeziorka.
Jeszcze chwila odpoczynku dla zebrania sił, jasne określenie, w którą stronę zrobić pierwszy krok, a później już warto zrobić pierwszy krok. Choćby po to, by smugi mgły się ruszyły i odsłoniły drogę
Wspieram Was dobrą myślą w tym działaniu.


„Wsłuchany w twą cichą piosenkę
Wyszedłem na brzeg pierwszy raz.
Wiedziałem już rzeko, ze kocham cię rzeko
Że odtąd pójdę z tobą.

O, dobra rzeko,
O mądra wodo.
Wiedziałaś gdzie stopy znużone prowadzić
Gdy sił już było brak.
Brak.”
Wolna Grupa Bukowina

Żadna mgła nie trwa wiecznie. Ta myśl dodawała jej sił, gdy mimo, że nie wiedziała co jest przed nią, powolutku, krok za krokiem szła naprzód.

„Jeszcze jeden krok… i jeszcze jeden… i jeszcze kolejny…, bo każdy krok sprawia, że jestem inna niż przed chwilą, silniejsza, bardziej odważna, lepsza. Każdy, choćby najmniejszy, zwiększa me szanse na zwycięstwo.”

Nie zauważyła nawet kiedy mgła opadła. Z uwagą stawiała kolejne kroki, bez świadomości zmiany. A zmiana potężniała w niej z chwili na chwilę. I oto woda, która jeszcze chwilę temu była mgłą, rozproszoną w niej życiową energią, nie dającą ani mocy, ani perspektyw, nabrzmiewała teraz coraz mocniej, zrazu stając się źródełkiem, później potokiem, by wreszcie rozlać się w rzekę – czystą, silną, odważną i doskonale wiedzącą dokąd zmierza.

„Jeszcze jeden krok… i jeszcze jeden… i jeszcze kolejny…”

Zadanie w czwartm dniu
Hej! Już nie musisz patrzeć pod nogi. Rozejrzyj się, nabierz w płuca powietrze, później wypuść je z mocą i wyznacz drogę. Już nie musisz mówić „nie wiem dokąd iść”. Wyciągnij rękę i wskaż sobie kierunek, a potem zastanów się, jaki będzie pierwszy krok i zrób go, koniecznie jeszcze dzisiaj!!!. On już będzie zmianą.
Siedząc w miejscu, zarastasz w śmieci, jak staw.
Z każdym krokiem naprzód masz w sobie więcej siły, wiary, odwagi i energii do działania. Jesteś po prostu lepsza!

Wieczorne bajanieNo i nabraliśmy rozpędu. Pierwsze krok za nami i raźno kroczymy do przodu.
Pewien astronauta wylądował na Marsie i ujrzał piękną Marsjankę, mieszająca w zawieszonym na ogniu kociołku.
- Co robisz? - zapytał
- Dzieci – odpowiedziała Marsjanka
- My na ziemi robimy je w inny sposób – powiedział astronauta
- Jaki? – zapytała zaciekawiona Marsjanka
- Nie potrafię wytłumaczyć, ale jeżeli pozwolisz mogę Ci pokazać – zaproponował astronauta
- Pewnie – odpowiedziała - a on z ochota zabrała się do pokazywania.
Gdy skończyli Marsjanka zapytała:
- A gdzie są dzieci?- Och, nie pojawią się przez najbliższe dziewięć miesięcy – odpowiedział astronauta
- To dlaczego przestałeś mieszać? Nie przestawaj, tak my to robimy. Dopóki nie pojawią się dzieci - nie przestawaj mieszać!Możecie zapytać, jak wytrwać w swej podróży, jak dojść do jej celu? Po prostu nie przestawajcie mieszać.
Kiedy roztopisz swój lód, kiedy przetrwasz mgłę, kiedy pozwolisz swojej wewnętrznej wodzie rozlać się, jak rzece, pamiętaj by ciągle iść do przodu. Po tak ogromnym wysiłku, po zrobieniu tego stumilowego kroku naprzód rodzi się pokusa, by na chwilę się zatrzymać, złapać oddech – przecież tak wiele już zrobiłeś. Jednak postaraj się nie wstrzymywać nurtu swoje rzeki, nie przestawaj dążyć do obranego celu. Teraz Twoje kroki mogą wydawać się mniejsze, nie tak znaczące, a efekty nie tak spektakularne, jednak pamiętaj nie jest istotne, jak wielkie kroki stawiasz, ale to, że ciągle idziesz do przodu.

Zobaczcie, kiedy człowiek zwinie się w kulkę, by przeczekać złe dni, to nieraz, gdy mija ten trudny czas, myśli, że czas już ruszyć w drogę. Lecz rzeczywiście, chce ogarnąć całą drogę, a w zasadzie chce od razu móc ujrzeć zrealizowany cel podróży. A przecież tak się nie da. Droga to proces, coś, co dzieje się w czasie, co ma swoją dynamikę lecz przede wszystkim to mądry czas, w którym można zdobyć umiejętności, siłę, mądrość i inne zasoby, dzięki którym można osiągnąć wyznaczony cel podróży.
To tak, jakby wziąć jakiegoś szeregowego pracownika i zaoferować mu funkcję dyrektora. Polegnie, prawda? Ale wystarczy, że będzie przez pewien czas zdobywał doświadczenie na niższych stanowiskach, by po mistrzowsku ogarnąć wyższe wymagania.
Tak jest i z nami. Każdy kryzys, czy dołek, jak zwał tak zwał, jest czasem, w którym domknęliśmy poprzedni etap i wchodzimy w przedsionek do etapu kolejnego, często na wyższym poziomie. Nie mamy jeszcze kompetencji, by zakończyć ten nowy etap, potrzebujemy "odkryć całą planszę", wypełnić przynależne do tego etapu zadania, zdobyć nagrody, rozwinąć umiejętności i moce i dopiero wówczas przychodzi moment, gdy możemy zamknąć kolejny etap.
Z tej strony patrząc, możemy z radością spoglądać na rysującą się przed nami drogę. Gdy ja przejdziemy, będziemy silniejsze, mądrzejsze i lepsze

Jedynie woda jest w stanie odmienić pustynię. Woda to życie. Miłość jest tą wodą.Phil Bosmans

Woda rozlewała się w niej szerokim, żywym strumieniem. Parła naprzód z radością wyznaczając sobie kolejne przestrzenie do zdobycia. Z entuzjazmem patrzyła na świat, który wydawał się jej otwarty, przyjazny i fascynujący.

Minęło nieco czasu, gdy poczuła, że nie wystarczy jej ten bieg do przodu, że choć cieszy się każdym kolejnym zrealizowanym celem, czegoś jej jednak brakuje. Zatrzymała się i wtedy wdarło się jej do głowy pytanie: „Kim jestem?”

„Jak to kim? No jak to? Sobą, rzecz jasna! … - idź głębiej - kim jesteś?...”

Nurt jej wód zwolnił tempa, potrzebowała czegoś więcej, szukała więc odpowiedzi na pytanie, które zrodziło się w jej głowie… kim jestem?
Szukała, wiedziała, że tym razem ma się kierować w głąb siebie. Przyglądała się więc pięknym przestrzeniom w sobie, bogatym w zasoby, odżywionym i zdrowym, mijała w sobie rozległe łąki pełne marzeń, na których porozstawiane były tarcze celów, patrzyła na własny świat, dziwiąc się jego bogactwu. I wtedy…

Zobaczyła w oddali jakiś dziwny obszar, pełen suchych drzew, uschniętych traw, trzymających się resztkami sił spękanej burej ziemi. Zdawało się jej, że widzi go na starym zdjęciu, tak był nijaki i pozbawiony kolorów. Smutek przepełnił jej serce. Podeszła bliżej i zamarła… poznała ten świat, zapomniane wspomnienia napływały do niej powoli…

„To mój kawałek świata…”

Siedziała na tej spękanej ziemi i brała do ręki kolejne pamiątki, przypominające jej chwile, w których jej serce zamierało z bólu, wspomnienia zranień, odrzucenia, samotności i lęku płynęły przez nią, wołając o życie. Płakała, a rzeka łez obmywała miłością każdą z tych trudnych chwil, pojąc spękaną ziemię, lecząc, napełniając ożywczym źródłem każde z odrzuconych, zapomnianych miejsc.

„Przyjmuję was i biorę w siebie z miłością i akceptacją. Tak, wszystkie te pełne bólu sprawy mi się przydarzyły. Ale nigdy więcej nie będą przeze mnie odrzucone. Są moją częścią, na równi z chwilami, które budowały mnie i posyłały naprzód…

… teraz jestem cała!”
Rzeka jej wewnętrznej energii na nowo popłynęła szybkim, pełnym życia nurtem, znów mknęła naprzód, zdobywając kolejne przestrzenie, lecz tym razem wszystko, co było za nią, również było nawodnione, odbudowywało się, odradzało, przyjęte i uzdrowione miłością.

Zadanie w piątym dniu
Znajdź czas i miejsce dla siebie. Skup się na swoim oddechu. Obserwuj, jak Twoje płuca napełniają się powietrzem i uwalniają się od niego. Z każdym kolejnym wdechem wpuszczaj do siebie coś dobrego, np. spokój, a z każdym kolejnym wydechem pozbywaj się tego, co nie jest Ci w tej chwili potrzebne.

Wycisz się i pozwól, by przypłynęły do Ciebie myśli, wspomnienia, emocje, które wołają o Twoją miłość i akceptację. Nie zmienisz przeszłości, nie chodzi też o to, byś to co było złe, nazwała dobrym. Nie, to, co bolało, naprawdę było trudne. Akceptacja polega na tym, by przyjąć to, jako coś, co naprawdę Ci się zdarzyło, by wziąć to w ręce i powiedzieć: „Widzę cię, widzę dokładnie, widzę ból, samotność, lęk i staję przy sobie z miłością”. Z każdym kolejnym obrazem dawaj sobie wsparcie i miłość tak, jakbyś Ty sama siedziała przy sobie i tuliła się do piersi. Tak, jakbyś towarzyszyła sobie w samotności, jakbyś głaskała się, uspokajając w chwilach lęku. Jeśli chcesz płakać, płacz, ile wlezie, pozwól łzom obmyć i uzdrowić ból, jeśli chcesz wykrzyczeć ból i złość, nie krępuj się! Pod gniewem i bólem zawsze ostatecznie ukrywa się miłość.

Miej świadomość tego, że z każdym kolejnym obrazem Twoja wewnętrzna woda sięga dalej, nawadnia, uzdrawia przestrzenie, które dotąd były ukryte i usychały z pragnienia. Z każdym kolejnym obrazem stajesz się coraz bardziej całością. Przyjmij się z miłością.

Wieczorne bajanie Chłopczyk spojrzał na staruszka:
- Dziadku jak stwórca może mnie odróżnić od wszystkich innych ludzi na Ziemi?
- Starzec zamyślił się, szukając mądrej odpowiedzi na to istotne pytanie i rzekł:
- Stworzył cię niepowtarzalnym, synku. Jest tylko jeden taki jak ty. Zrobił tak, żeby mógł cię odnaleźć, gdy będzie tego chciał.
Chłopiec uśmiechnął się od ucha do ucha:
- Ale sprytnie!
Jesteś niepowtarzalną indywidualnością, wyposażoną we wszystko czego Ci potrzeba, by żyć pięknie. Gdy wiesz kim jesteś i dlaczego postępujesz tak, a nie inaczej, możesz wtedy doskonalić swoje mocne strony i eliminować słabości. Zaczynasz wówczas rozumieć istotę swojego JA, rozwijać osobowość i uczyć się harmonijnego współżycia z innymi.
Życie płynie po swojemu, czasami spokojnie i łagodnie, a czasami dziko i gwałtownie. Naucz się akceptować wszelkie rozwiązania. Dostrzegaj szanse, a nie przeszkody, chociaż czasami trudno poznać, czy to przekleństwo ,czy też błogosławieństwo w przebraniu.
Aldous Huxley powiedział „doświadczenie nie jest skutkiem tego, co dzieje się z człowiekiem; jest natomiast skutkiem reakcji człowieka na to, co się z nim dziej”. Pamiętaj zatem, że znaczenie każdego fragmentu Twojego życia zależy od tego, w jakim kontekście go umieścisz i jaki będzie do niego Twój stosunek. Łatwo przyjąć i zaakceptować zdarzenia pozytywne, dobre i przyjemne trudniej pochylić się i przyjąć zdarzenie bolesne, które jak cierń potrafi ranić. Jednakże te trudne momenty także stanowią o Twojej wyjątkowości. Są lekcją, którą musisz odrobić, by móc w pełni cieszyć się tym kim jesteś.

Woda może płynąć, albo niszczyć. Bądź wodą, mój przyjacielu. Bruce Lee

Kiedy już wszystkie jej części zostały nawodnione i przywrócone, poczuła się niezwykle. Tak, była sobą i uczucie to przepełniało ją niewysłowioną radością. Po pierwszym wybuchu entuzjazmu jej wody wyciszyły się i toczyły do przodu, z mocą ale i spokojem. Musiała nauczyć się siebie nowej – przyglądała się zatem kim jest i jaka jest jej siła, widziała swe słabości i własną potęgę, uświadamiała sobie pragnienia, jednocześnie określając możliwości ich realizacji. Zrozumiała coś jeszcze – była wolna! Nic nie pętało jej, nic też nie ograniczało. Cała jej moc tkwiła w niej, żadnych kotwic, żadnych zapór. Co za wspaniałe uczucie wiedzieć, że wszystko jest możliwe… I wówczas zrozumiała jeszcze jedną prawdę – była odpowiedzialna – miała w sobie ogromną moc, która potężniała z dnia na dzień, mogła budować lub niszczyć, burzyć lub nieść życie i to od niej zależało, którą stronę swojej mocy okaże i uruchomi.
Zintegrowanie, Moc, Wolność, Odpowiedzialność – zrozumiała… „Jestem wyjątkowa!!!”
Nie dlatego jednak, że lepsza, lecz dlatego, że niepowtarzalna.
Była wreszcie szczęśliwa i z odwagą rozszerzała swe wody, odkrywając nowe drogi, pomnażając swe wody, karmiąc i niosąc pokrzepienie tym, którzy byli wpisani w jej podróż

Zadanie w szóstym dniu
Znajdź dla siebie czas i miejsce. Usiądź wygodnie, a później skup się na swojej prawej ręce, poczuj jak powoli rozluźniasz się, a ona staje się ciężka, przyjemnie ciężka, jakby była zrobiona z kamienia, później przenieś uwagę na swą lewą dłoń i poczuj, jak staje się niewiarygodnie ciężka, tak, by trudno ją było utrzymać. Bardzo ciężkie ręce. Pozwól później by ten przyjemny ciężar przeniósł się na kolejne części Twojego ciała, byś czuła się zrelaksowana i przyjemnie ciężka. Odpoczywaj sobie.

A później zadaj sobie pytanie: „Kim jestem?” i gdy przypłynie odpowiedź, wyobraź sobie, że jest kamieniem w rzece, na który wskakujesz i znów zadajesz sobie pytanie: „Kim jestem?”, gdy uzyskasz odpowiedź, przeskocz na kolejny kamień. Rób to do momentu, gdy z całą pewnością poczujesz, że jest to finalna odpowiedź. A gdy ją uzyskasz, usiądź na tym ostatnim kamieniu i wczuj się jeszcze mocniej w siebie. Wyobraź sobie, że płynie w Tobie rzeka Twojej życiowej energii. Poczuj, jak nabiera świadomości, jak dzięki Twej zgodzie i woli, potężnieje, nabiera mocy. Poczuj, jak jej wody dopływają we wszystkie miejsca Twojego wnętrza tak, byś usłyszała wprost, jak poi się ono i chłonie moc życia.

Bądź w tym doświadczeniu tak długo, jak masz na to ochotę. A kiedy będziesz je kończyć, podziękuj sobie. Jesteś przecież wyjątkowa!!!
Później pozwól, by wróciła do Twego ciała siła i energia, a ustąpiło rozluźnienie i przyjemny ciężar.

Wieczorne bajanie Nie módlcie się o łatwiejsze życie. Módlcie się abyście byli silniejsi.Ewa Foley
Gdybyście mieli powiedzieć, w której z wymienionych roślin: trzcinie nabrzeżnej, czy potężnym dębie drzemie większa siła, to co byście wybrali?
A gdybyście mieli zdecydować, siłę której z tych roślin chcielibyście nosić w sobie, to którą byście wybrali?
Każdy z nas ma swój własny pakiet siły. Nie na darmo mówi się przecież „człowiek jest silny i wiele zniesie”. Czasami jednak na własne życzenie robimy z siebie słabeusza, który ugina się pod byle ciężarem. Oczywiście, nie robimy tego świadomie, nie postanawiamy sobie pewnego pięknego dnia, że od dziś będziemy słabi.
Co zatem takiego się wydarza, że pewnego dnia dochodzimy do wniosku, że jesteśmy słabi i nie radzimy sobie z życiem?
Ano dzieje się tak, gdy zapatrzymy się na siłę dębu. Zachwyci nas jego potęga, wielkość i majestat. Wyobrażamy sobie, jakby to było cudownie stać tak niewzruszenie.
A my, jak ta trzcina gniemy się na wszystkie strony, uginamy pod ciężarem kropli deszczu, kładziemy na ziemie z każdym podmuchem wiatru i myślimy o sobie, że jesteśmy tacy słabi.
Każdy z nas doświadcza w swoim życiu większych i mniejszych dramatów. Więc i mnie nie ominęły moje własne małe/wielkie tragedie. Jedna z nich była dla mnie szczególnie trudna. Latami nie mogłam się z niej pozbierać, więc tkwiłam w jej samym środku, jak śpiąca królewna. W swoim śnie marzyłam, że mam ogromną siłę, dzięki której wyrywam się z marazmu i nareszcie jestem wolna.
I wiecie co?
Tak w końcu okazało się, że rzeczywiście mam w sobie siłę, i to ogromną, ale nie siłę potężnego, niewzruszonego dębu, ale giętkiej niepozornej trzciny. Tak uginam się pod ciężarem, tak czasami trud przygniata mnie do ziemi, ale zawsze prostuję się do góry. Nie ma takiej siły, która na zawsze przygniotłaby mnie do ziemi, nie ma takiej siły, która złamałaby moją cieniutką łodyżkę.
W czym tkwi zatem sekret trzciny?
W jej giętkości, możliwości dostosowania, umiejętności przeczekania, wierze, że ostatecznie i tak wyprostuje się do pionu.

Tylko ocean i niebo znają spokój. Siergiej Łukjanienko
Ciii… Cisza.

Ocean milczy, choć fale z łoskotem uderzają o brzeg. Jest cicho i spokojnie. Donikąd już nie biegnie, choć płynie wciąż naprzód. Jest i robi co do niej należy. Jest. W tej ciszy wspomina własną drogę… przypomina sobie siebie, gdy tkwiła uwięziona w lodzie, skute emocje, uczucia, wola wołały o życie – to miłość je uwolniła, sięga pamięcią również do stawu, gdy wyławiała śmieci – pragnienie czystości pozwoliło jej uzyskać dostęp do źródła energii, przypomina sobie własne zagubienie, bezradność wobec mgły – to odwaga pozwoliła jej opuścić mglisty labirynt, a później uzdrowienie na wpół umarłych obszarów, gdy stawała się sobą, integrowała wszystkie swoje części, stając się całością. Wspomina radość i siłę rzeki, która decydowała się wybrać kierunek i świadomość odpowiedzialności, jaką odkrył wodospad. A teraz? Teraz po prostu jest.

Kocha, akceptuje, jest silna i odpowiedzialna, jest całością i czuje się niepowtarzalna.

Jest sobą, gdy jej tafla lśni gładko w promieniach księżyca. Jest sobą, gdy chłoszcze sztormem nadbrzeżne skały. Jest sobą, gdy karmi swe dzieci. Jest sobą, gdy karze tych, co jej nie szanują.
Całe bogactwo zasobów dostępne w jej dłoniach. A w sercu spokój i akceptacja. Wszystko, co się dzieje, ma się dziać, jest dobre, jest dla mnie, dla mojego dobra…
Zadanie w siódmym dniu
Na zakończenie usiądź wygodnie, wycisz się i skup uwagę na swoim oddechu. Tak, jak robiłaś to już wcześniej. A później spójrz oczami swojej podświadomości na dotychczasową drogę. Patrz na nią tak, jakbyś cofała się w tył.

„Wydarzyło się wówczas…, nie byłoby to możliwe, gdybym wcześniej nie przeżyła…, a do tego, by to wydarzenie zrozumieć, wcześniej musiałam doświadczyć… - zobacz, jak jedno doświadczenie wypływało z drugiego. Określ po kolei jak nazywały się lekcje na Twojej drodze i czym się kończyły - co musiałaś zdobyć, a co utracić, by przygotować się do kolejnej lekcji.

Kiedy już rozpoznasz mądrość swojej drogi, podziękuj, oczywiście tylko wówczas, gdy naprawdę możesz odczuć wdzięczność. Podziękuj Bogu, Wszechświatowi, sobie czy do kogo sięga Twoja myśl. Podziękuj również Twojej podświadomości, to ona jest pilotem w tej podróży, i możesz mi wierzyć… profesjonalnym pilotem!!!

Wszystkiego, co najlepsze w dalszej Twojej drodze!
Wieczorne bajanieNasza wspólna podróż dobiega końca. Wypływamy na bezkresny ocean, gdzie wszystko jest możliwe. Spokojni, silni, pełni akceptacji i wdzięczności oraz otwarci na to, co może się jeszcze wydarzyć macie szansę na przeżycie wspaniałej przygody, jaką jest WASZE ŻYCIE.
Na zakończenie chciałabym podzielić się z Wami przesłaniem Dalajlamy, który za pomocą tych słów chciał dać ludziom wskazówki, aby mogli żyć pięknie.
INSTRUKCJA NA ŻYCIE
1.
Weź pod uwagę, że wielka miłość i wielkie osiągnięcia kryją w sobie wielkie ryzyko.
2. Gdy coś tracisz nie trać tej lekcji.
3. Stosuj zasadę SSS: szacunek dla siebie, szacunek dla innych, stuprocentowa odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny.
4. Pamiętaj, że nieotrzymanie tego, czego chcesz, jest czasami cudownym zrządzeniem losu.
5. Poznaj zasady, tak abyś wiedział, jak je właściwie łamać.
6. Nie pozwól, aby mała niezgoda zaburzyła wielką przyjaźń.
7. Kiedy zdasz sobie sprawę, że popełniłeś błąd, natychmiast poczyń kroki, aby go naprawić.
8. Każdego dnia spędzaj trochę czasu samotnie.
9. Bądź otwarty na zmiany, ale nie porzucaj swoich wartości.
10. Pamiętaj, że cisza jest czasami najlepszą odpowiedzią.
11.Prowadź dobre, honorowe życie. Kiedy się zestarzejesz i będziesz je wspominał, przeżyjesz je z radością jeszcze raz.
12. Atmosfera miłości w Twoim domu jest podstawą życia.
13. Podczas kłótni z kochanymi osobami zajmuj się tylko bieżącą sprawą. Nie powołuj się na sprawy z przeszłości.
14. Dziel się swoją wiedzą. To sposób na osiągnięcie nieśmiertelności.
15. Szanuj naszą planetę Ziemię.
16. Raz do roku pojedź do miejsca, w którym jeszcze nie byłeś.
17. Pamiętaj, że najlepsze partnerstwo to takie, w którym Wasza wzajemna miłość przewyższa Wasze wzajemne potrzeby.
18. Oceniaj swój sukces miarą tego, z czego musiałeś zrezygnować, aby go osiągnąć.


Z wiarą więc idę przez mgłę. W chwili obecnej jestem znów na początku drogi... ale nie obawiam się tej podróży, cieszę się nią... czuję się silniejsza:) Czuję się jak bym przebudzila się do życia i jest to wspaniałe doznanie, ale czasem doświadczam nowych niespotykanych emocji, których na nowo się uczę … nie jest to łatwe….

środa, 6 marca 2013

POTRZEBA AKCEPTACJI

A gdybym tak zapytała samą siebie- co jest moją największą potrzebą, pragnieniem, na czym tak naprawdę mi w życiu zależy?
Wiadomo, że udzieliłabym odpowiedzi typu: na dzieciach, żeby zdrowe były, szczęśliwe, może i na pieniądzach- po to tylko aby realizować swoje i innych marzenia, na byciu szczęśliwą, spełnioną, na miłości.  No tak- to są oczywiście bardzo dobre, prawdziwe odpowiedzi. Zadaję sobie jednak to pytanie raz jeszcze-  co jest moją największą potrzebą? Największą. Najgłębszą. Najprawdziwszą potrzebą, pragnieniem. Coś, co dotyczy bezpośrednio tylko mnie samej? Jaka potrzeba niezaspokojona sprawia mi najwięcej kłopotów, sprawia że mam doła i powoduje, że życie z kolorowego staje się bardziej czarno-białe? Odpowiedź jest prosta: akceptacji, potrzebuję akceptacji…Chcę być akceptowana. Ważna dla kogoś, przyjęta, przytulona, kochana. Zaakceptowana po prostu. Czy nie jest to jedno z największych pragnień, bez którego umiera się szybciej niż bez wody czy chleba? Dla mnie – tak…..ale....
Potrzeba głasków, akceptacji to potrzeba, która z wiekiem wcale nie zanika. Staje się wręcz bardziej krzykliwa i rozpaczliwa. Zaczynamy więc na głaski "zarabiać". Wiemy, że by ktoś nas zaakceptował, musimy sobie na to zasłużyć. I wymyślamy – a to będę biegała i chodziła na fitness, bo podobno łatwiej akceptują 45 kg zamiast  62 kg. Każda zmarszczka to tragedia, bo łatwiej akceptować te 25-cio letnie niż te 40-to letnie twarze. Więc zaczynam tańczyć tak, jak gra orkiestra. Tylko czy warto?
Najpierw może zaakceptować, przytulić i objąć samą siebie? Jestem niepowtarzalna. Takiej jak ja nie ma już więcej na świecie. Egzemplarz unikalny. Jedyny. Jak świat istnieje kilka miliardów lat, to drugiej takiej jak ja nigdy nie było i nigdy nie będzie. Jestem. Przez sam fakt niepowtarzalności i istnienia jestem piękna. Ze swoimi 62 kg- jestem piękna. I nie chodzi tu o bezsensowne samouwielbienie. Jestem piękna, ponieważ… jestem. Każdy z nas jest z limitowanej edycji, drugiej takiej sztuki nigdzie się nie znajdzie:)
No i z takim nastawieniem- dopiero teraz powinnam zacząć ćwiczyć, tańczyć. Dla zdrowia, dla siebie, po prostu….