Jeden z moich ulubionych cytatów z Anthonego de Mello:
– Dlaczego wszyscy tutaj są tak szczęśliwi, a ja nie?
– Dlatego, że nauczyli się widzieć dobro i piękno wszędzie – odrzekł Mistrz.
– Dlaczego więc ja nie widzę wszędzie dobra i piękna?
– Dlatego, że nie możesz widzieć na zewnątrz siebie tego, czego nie widzisz w sobie.
Od wczoraj kontynuuję rozmyślania o docenianiu i dostrzeganiu w życiu tego, co się ma… oczywiście myśli te pojawiły się pod wpływem filmu „Malowany Welon”, który obejrzałam w zaciszu domowym. Odnalazłam nawet kolejny cytat z de Mello, który idealnie pasuje mi do tych rozważań:
"W życiu nie ma takiej chwili, abyśmy nie mieli wszystkiego, co potrzebne, aby czuć się szczęśliwymi. Pomyśl o tym przez minutę [...]. Jeśli jesteś nieszczęśliwy, to dlatego, że cały czas myślisz raczej o tym, czego nie masz, zamiast koncentrować się na tym, co masz w danej chwili.”
Jaki będzie ten dzisiejszy piątkowy dzień- zależy tylko ode mnie! Czy będzie to fajny dzień ? Mogę się smucić, marudzić, zamartwiać albo mogę się dużo śmiać, cieszyć z mniejszych i większych rzeczy i oczywiście pracować. Zastanawiam się z jakim nastrojem położę się wieczorem do łóżka? Idealnie byłoby wybrać opcję z uśmiechem na twarzy, że to był kolejny dobry, pracowity, owocny dzień :) Ale jaki będzie mój wybór?
Świadomość, że jestem odpowiedzialna za to gdzie jestem w swoim życiu- jest niewygodna, irytująca, ale przez to niestety wcale nie staje się mniej prawdziwa... Zawsze mamy wybór: żyć w dyskomforcie spowodowanym negatywnymi myślami, akceptując własną niechęć do wysiłku, dźwigania ciężarów przeszłości, wymówkarstwo i wygodną bezradność, albo zakasać rękawy i poszukać sposobu, pomysłu i drogi, aby zmienić na lepsze swoją rzeczywistość...
Gdybym tak w pełni mogła oderwać się od fałszywych oczekiwań i zawężonego pojęcia miłości. Przestać kochać za coś i nauczyć się przebaczać. Skończyć z ciągłą negacją, wydawaniem osądów i ulubionym argumentem tak – ale…. A może zaklęciem są dwa proste słowa: kocham i przebaczam? Przecież życie to wielka podróż a jej celem jest miłość! Wciąż mam świadomość, że kiedyś, może szybciej niż mi się wydaje- dla innych będę tylko wspomnieniem…. chciałabym zrobić wszystko, co w mojej mocy żeby to były dobre wspomnienia…. Wciąż uczę się jak wyrażać uczucia nie czyniąc wyrzutów. Uczę się słuchać. Dawać przestrzeń drugiej osobie- niech ma szansę wyrazić to, co czuje. Miłość to najważniejsze uczucie w życiu i mam świadomość, że to ona decyduje o jego jakości. Moje codzienne samopoczucie, sukcesy, energia do pracy, relacje z ludźmi - zależą od miłości. To ona jest źródłem. Czy nie jest tak, że jakość mojego życia to jakość mojej miłości?
Tyle, że w życiu nie ma niestety prób generalnych, zawsze jest premiera. Z życiem jest jak ze skokiem spadochronowym. To najlepsza metafora jaką usłyszałam:
„Kiedy wyskoczysz z samolotu na wysokości4000 metrów w dół ku ziemi, już nie wrócisz z powrotem do samolotu. Spadasz z zawrotną szybkością prawie 300 kilometrów na godzinę. Za minutę trzeba otworzyć spadochron. Liczy się tylko ten czas. Prawidłowe ułożenie ciała, pozycja, kierowanie, manewry i prawidłowe otwarcie spadochronu. Teraz. Jesteś. Mijają długie sekundy. Wylatuje pilocik. Czasza napełnia się powietrzem. Teraz trzeba nakierować się na cel, na biały krzyż na lotnisku. Teraz trzeba prawidłowo wylądować, teraz spadochron się zniża. Trzeba ocenić wysokość zanim wyhamuje się czaszę. Płynnie. Trawa. Kontakt. Ziemia.”
„Kiedy wyskoczysz z samolotu na wysokości
Może dlatego jednym z moich marzeń jest skok ze spadochronem? Tylko dlaczego tak ciężko zrealizować to marzenie? Co mnie blokuje i powstrzymuje przed zrealizowaniem moich myśli? Otóż chyba tylko i wyłącznie jakość moich własnych myśli…
Niestety chyba wszyscy mamy tendencję do wybiegania myślą w tył i do przodu. Jednocześnie ginie nam obecna chwila. Do wczoraj już nie wrócę, jak do samolotu, z którego wyskoczyłam. Nie przewidzę także jutra, nie na wszystko co się zdarzy mam wpływ. Jedyne, co mogę – to czerpać z chwili, która jest i w niej działać najlepiej jak potrafię. Być obecną tu i teraz, bo liczy się jedynie ta chwila.
Wiele osób myśli, że ma czas mówiąc: Jutro się zmienię, jutro podejmę decyzję. Jutro rzucę palenie. Jutro o tym porozmawiamy, wrócimy do tematu. O Boże, co będzie jutro, przecież Korea grozi, że chce zniszczyć świat! Kolejny koniec świata?! To nie takie proste. Zbyt trudne. Niemożliwe. Za mało, nie tu, nie teraz, nie tak, inaczej, jutro, za rok, jak się unormuje, jak minie kryzys, jak wrócę, jak się rozwiodę, jak się ożenię, jak kupię, jak sprzedam, jak mnie awansują, jak dzieci podrosną, wolałbym to lub tamto. A tymczasem- TERAZ- mija, jak kolejna próba generalna, jak napisany na brudno tekst, jak nieważny moment. Nawet mój syn ma tendencję do pytania- kiedy w końcu będzie piątek? I pytanie to pada nie z tych samych pobudek, dla których my dorośli- cały tydzień oczekujemy na weekend, ale dlatego, że to jedyny dzień, kiedy może on przynieść swoje zabawki do przedszkola i to jest wydarzenie, na które czeka cały tydzień. Wciąż na coś czekamy, wciąż pada pytanie- – kiedy? A jeśli - nigdy, bo nawet, jeśli cud się wydarzy pochłonięci myślami, nie zauważymy tego cudu? A jeśli nie doczekamy dnia, tego „kiedyś”, co do którego pokładamy tyle nadziei? Może więc potrzebujemy obecności bez zbędnego rozmyślania?. W życiu są same premiery, które dzieją się tu i teraz. Oddycham, wsłuchuje się. Jestem. Teraz. Tutaj. Żyję. Kocham.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz